Agnieszka Chylińska i jej trzymany w tajemnicy album „Forever Child” ujrzał światło dzienne

Agnieszka Chylińska - Forever Child okładka

Lubiłem muzykę Agnieszki Chylińskiej jeszcze z czasów, gdy darła się w zespole ONA. Jej specyficzne ochrypnięte struny głosowe sprawiały, że ciało podczas słuchania pokrywane było zajebistymi ciarkami. Co się stało po zakończeniu przygody Agnieszki z zespołem ONA wszyscy wiemy, a spora część fanów nie mogła jej tego do dziś wybaczyć. Zdania są podzielone, ale na pewno decyzja Agnieszki była przemyślana.

Parę lat temu Agnieszka postanowiła zrobić rewolucję i wydać zupełnie inną muzykę, niż do której przyzwyczajeni byli jej wierni fani. Album “Modern Rocking” spotkał się ze zdziwieniem i bardzo różnymi reakcjami. No tak. Jeśli przez wiele lat przyzwyczajasz fanów do swojego stylu, ciężko potem jest przekonać do zmiany gustu na rzecz zupełnie innej muzyki. Czy po tym ruchu można było liczyć na powrót do starego stylu? Można, ale po co?

Agnieszka Chylińska i jej trzymany w tajemnicy “Forever Child”

To, co cechowało Agnieszkę Chylińską od początku jej twórczości, wyparowało w dyskotekowym “Modern Rocking”, by dopiero jesienią 2016 roku zrobić ukłon w stronę starych korzeni nowym, trzymanym w tajemnicy albumem. Dopiero w dniu premiery muzyczna branżunia dowiedziała się, że pojawił się album “Forever Child”. Zero zapowiedzi, singiel trzymany w tajemnicy aż do dnia premiery albumu, totalna cisza w mediach. Nikt nawet nie domyślał się, że ostatniego dnia września 2016 roku pojawi się znienacka nowy album Chylińskiej. To naprawdę zaskakująca niespodzianka.

Nigdy taka sama

I chwała jej, że nie jest taka sama, jak poprzednio 🙂 Jej nowy album jest mrugnięciem oka do starych korzeni muzycznych, łącząc starego dobrego rocka, ze znanym przez jej nowych fanów gatunkiem tanecznym. Połączenia muzyki dance z rockiem w przypadku albumu “Forever Child” nie trzeba nazywać kompromisem. Te dwa gatunki wzajemnie się tutaj uzupełniają i, o dziwo, nawet do siebie pasują. Wydaje mi się, że nowym albumem Agnieszka ma szansę odzyskać dawnych fanów z czasów rocka, zachowując przy tym fanów z tanecznego epizodu swojej kariery.

Nie spodziewajmy się całkowitego obrotu o 180 stopni. Wciąż tu słychać dużo elektronicznych efektów, szczególnie w utworze “Borderline”, który jest naszpikowany dubstepowymi dźwiękami. Całkiem dobrze się go słucha. Dla kontrastu niezłą siekierą jest utwór “Zostaw”. Jeśli ktoś lubi Rage Against The Machine, poczuje się tutaj jak rekin w wodzie.

Czy ten album jest przełomowy? Na pewno nie, bo przecież nie musi. Ale i tak z pewnością ucieszy starych fanów Chylińskiej i dlatego warto ten album mieć w swojej kolekcji.

Zobacz też to:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Komentarzy: 4

  1. Rafał

    ten album nie jest przełomowy, tylko wybitny. nareszcie pokaże wszystkim pseudowokalistkom, jak należy śpiewać. to rewelacja!

  2. paweł

    Chyba autor zapomniał o rewelacyjnym albumie solowym Chylińskiej „winna” z Misiakiem na gitarze i wysokobudżetowej produkcji. to co teraz prezentuje tym pierwszym singlem to tania produkcja ze sztucznymi bębnami.nijak się ma do „winnej”.polecam nadrobić.

  3. Mark

    Ale to nadal nie ta sama Agnieszka Chylińska jak z czasów o.n.a.

  4. JJ

    Trochę lepiej niż w poprzedniej płycie, ale nadal to nie jest to ta sama Chylińska co kiedyś. Ale słuchać się da.

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 1 065 razy
s