Co roku oszukujesz siebie w ten sam sposób

Misie żelki

Od najmłodszych lat twierdzisz wśród otoczenia, że jesteś uczciwym człowiekiem. A co Ty na to, gdybym obalił dziś Twoją teorię? Obalił w najprostszy z możliwych sposobów? Mówisz, że nie da się? Na każdego znajdzie się sposób.

Co roku, w tą sztucznie napompowaną lukrowaną ekscytacją suto zakrapianą alkoholem datę 31 grudnia tworzysz sobie w głowie pewną listę. Tą listą (metodą kopiuj/wklej z poprzednich lat) są Twoje postanowienia noworoczne. Obiecujesz sobie od 1 stycznia od godziny 0:00 być lepszym człowiekiem niż w minionym roku. Postanawiasz, że kolejny rok będzie lepszy niż poprzedni (niby jakim prawem, skoro swymi pustymi obietnicami nawet nic nie zrobiłeś aby ten obecny był lepszy od tego co 2 lub 3 lata temu). Wmawiasz sobie, że zaczniesz chodzić na siłownię (przez ile lat w kółko to słyszę?), zaczniesz więcej zarabiać, zerwiesz z nałogami, znajdziesz partnerkę, a dodatkowo w południe 1 stycznia wpajasz sobie jeszcze jedno postanowienie typu „już więcej nie piję”. Dlaczego się oszukujesz? Jak to jest być nieuczciwym wobec siebie?

Po co to wszystko? Aby mieć złudne poczucie, że coś ze swoim życiem chcesz robić? Że niby tylko raz do roku o sobie myślisz? Aby doznać uczucia podobnego do spełnienia, lubisz sobie wpajać urojone złudzenia zmian których z wygody nigdy nie dokonasz. Powiedz mi, co przez ten czas zrobiłeś? Czym zawiniłeś, że obecny stary rok jest gorszy od tego, na którego tak irracjonalnie czekasz? Czy kalendarzowy schemat nie za bardzo więzi Twój umysł przed wolnością dokonywania własnych działań o dowolnej porze, dowolnym dniu i dowolnym miesiącu?

Czy do tego potrzebujesz aż takich specjalnych okazji? A co z Twoim codziennym życiem? Aż tak cierpi?

Taki zwyczaj u blogerów jest, aby każdego roku zrobić sobie podsumowanie. Nie będę oryginalny. A jest się w tym roku czym chwalić. Mogę z nieskrępowaną śmiałością powiedzieć, że 2013 stanowił pewien przełom zarówno w sferze osobistej, jak i zawodowej. To chyba pierwszy w życiu rok, z którego byłem w 100% szczęśliwy. Robiłem w życiu dokładnie to, co chciałem, zarażając swoją pasją innych. Praca, w której czuję się jak ryba w morzu – połączenie pasji z profesją. Mnóstwo nowych kobiet (każda zajebista w czymś innym), aby w końcu trafić na tą jedną, która przebiła swoją osobowością całą resztę – to dla niej odstawiłem harem. Wszędzie gdzie byłem, byłem szczęśliwy. Każda osoba, którą spotykałem wnosiła coś pozytywnego w moje życie. Wyjazd w każde miejsce okazywał się miejscem pełnym nowych wrażeń, pomysłów. Czy to wszystko było planowane jakimiś postanowieniami? Wręcz odwrotnie. Rok temu w Sylwestra postanowiłem mieć mieć na wszystko wyjebane 🙂

I na koniec mały prezent muzyczny dla tych, którzy są szczęśliwi ze swojego życia. Pozdro!

Foto na darmowej licencji CC0

Zobacz też to:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 051
s