Jestem mordercą

Jestem mordercą

Nigdy nie chodzę do kina sam, ale zdarzyło mi się 2 razy w życiu zrobić wyjątek (EDIT: po paru miesiącach zmieniam zdanie: lubię chodzić sam do kina). Tym drugim wyjątkiem było pójście parę dni temu na film “Jestem Mordercą”, którego koniecznie chciałem obejrzeć na dużym ekranie. Jestem z Zagłębia, dlatego też akcja tego filmu jest mi trochę bliższa. Sam co prawda nie pamiętam tych czasów, w których słynny Wampir grasował na Śląsku i zabijał kobiety, ale historię tę znam z wielu opowieści i legend miejskich. Historia ta wzbudzała we mnie niemałą ciekawość, dlatego postanowiłem zaspokoić ją obejrzeniem filmu na jej podstawie. Podzielę się opinią i odpowiem, czy warto iść na film “Jestem mordercą”?

O czym jest film “Jestem mordercą”?

Janusz Jasiński – główny bohater filmu, pełniący funkcję porucznika milicji obywatelskiej, dostaje na swoje barki poprowadzenie trudnego śledztwa, jakiego dotychczas nie spotkano w Polsce. Kilkanaście ofiar, jeden seryjny morderca. Jasiński musi wykazać się przed przełożonym i doprowadzić śledztwo do końca. W zamian dostaje, trudne do zdobycia jak na czasy PRLu, nowe mieszkanie, pełne umeblowanie, kolorowy telewizor i sporo przywilejów, które były poza zasięgiem szarego obywatela.

Akcja toczy się cały czas wokół śledztwa, co chwilę zaglądając w życie rodzinne porucznika sprawdzając, jak z biegiem akcji zmienia się jego małżeństwo i jakie skutki wywołuje chęć osiągnięcia kariery zawodowej w milicji i jaką cenę musiał tym przypłacić.

O czym NIE JEST ten film?

Wspomniałem o poruczniku Jasińskim jako o głównym bohaterze. To nie pomyłka. Wampir nie jest główną postacią w tym filmie. Mogę nawet zaryzykować stwierdzeniem, że postać Wampira miała za zadanie jedynie podkreślić wątek przebiegu sytuacji porucznika.

Film nie jest rejestracją przebiegu morderstw, choć o takowych opowiada. Nie jest też kinem akcji. Jest natomiast dobrym filmem psychologicznym z nieskomplikowaną fabułą.

Wątek psychologiczny ważniejszy niż kino akcji

Wyraźnie zaznaczony jest tu wątek psychologicznego zbliżenia się młodego porucznika milicji, któremu powierzono sprawę, z oskarżonym. Mimo przeciwnych stanowisk, dostrzec można niebywałą empatię porucznika do Wampira. Widać to szczególnie po zamknięciu sprawcy w celi i zbyt osobistych rozmowach milicjanta z zamkniętym. Czy w ogóle taka więź na tle służbowym jest możliwa? A może to tylko taka przykrywka w celu wydobycia informacji w niekonwencjonalny sposób?

Film ten nie miał zadania obrazować samego procesu zabójstw, lecz jedynie śledztwa toczącego się wokół nich. Jeśli szukasz tu przelewu krwi, wrzasku ofiar i jakoś specjalnie efektownego pościgu za Wampirem, nie znajdziesz tu ich. Znajdziesz natomiast głębszy wątek, rozwijający się w stopniu podsycającym akcję i wzbudzającym ciekawość, jak się to wszystko dalej potoczy.

Próżno tu szukać brutalności, która sprzedaje się lepiej niż pornografia i wulgarność. O dziwo, ten film, nawet mimo mało komercyjnego charakteru, reprezentuje bardzo dużą wartość merytoryczną i śmiało może konkurować z dużymi wielkobudżetowymi hitami kinowymi.

Kiedyś już był film pod takim tytułem

Owszem, był. Z 1998 roku. I o tej samej postaci opowiadał, lecz miał cechę bardziej dokumentalną, podającą nieco suche fakty, zamiast trzymać widza w napięciu. Warto jednak przed pójściem do kina obejrzeć ten dokument, szczególnie jeśli historia Wampira nie jest ci tak dobrze znana. Może kiedyś powstanie też na ten temat książka? A może już jest?

Czy “Jestem mordercą” ma jakieś słabe strony?

Mowa aktorów używających na potrzeby filmu gwary śląskiej jest mało autentyczna (równie dobrze mogliby mówić po czesku), ale dla widza spoza Śląska wady akcentu w filmie nie zostaną zauważone. Sam też nie zwróciłbym na to szczególnej uwagi, gdyby nie prelegent, który przed filmem wspomniał o tym fakcie.

Jak na film zabierający nas do czasów PRLu spodziewałem się paru perełek z tamtej epoki. Poza starymi samochodami i tak zwanym lajfstajlem, nie do końca można było poczuć ducha PRL. Choć ucieszył mnie fakt uwzględnienia w filmie typowych zachowań służbowych i sposób prowadzenia dialogów z osobami na wyższych stanowiskach, a także specyficzny sposób rozwiązywania spraw. Absurdów co prawda nie było, ale można było się lekko uśmiechnąć pod nosem przypominając sobie sytuacje, kiedy sekretarz mógł mieć ciągle wylizaną dupę 🙂

“Jestem mordercą” to najlepszy polski film ostatnich lat

Ostatni raz tak zachwycałem się filmem “Bogowie”, osadzonym w podobnych PRLowskich realiach. Jak widać taka epoka staje się modna we współczesnym polskim kinie i całkiem nieźle wpływa na sukces filmu. Może właśnie, drodzy panowie filmowcy, warto iść tą drogą?

Zobacz też to:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Komentarzy: 2

  1. Marek

    Tak się właśnie zastanawiałem nad tym filmem, bo po trailerze wyglądał mega obiecująco, ale obawiałem się, że nie spełni pokładanych w nim nadziei. Przekonałeś mnie ostatecznie do tego, że jednak warto, więc na pewno się wybiorę 🙂 Pozdrawiam

  2. Zanka

    Myślałam, że polska kinematografia umarła 20 lat temu. Jestem mordercą udowadnia, że tak nie jest.

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 667 razy
s