Metallica – Hardwired… To Self-Destruct. Subiektywna recenzja klipów albumu w dniu premiery

Metallica - Hardwired To Self Destruct okładka

Wisienka na torcie będzie na samym końcu wpisu. Metallica wie, jak uczyć się na błędach. Wiele lat temu, obrażeni na cały internet walczyli z Napsterem. Była to nierówna walka z wiatrakami. O ile kiedyś trudno acz możliwe było walczyć z internetem, to obecnie, w czasach streamingu, rosnącej popularności muzyki online, Youtube i spadającej sprzedaży fizycznych płyt, jest to już niemal niewykonalne. Minęło wiele lat, aby Metallica stała się przykładem idącego z duchem czasów zespołu, ukazując swój nowy album “Hardwired… To Self Destruct” w pierwszej kolejności w sieci. Przesłuchałem wszystkie premierowe klipy i nie zawahałem się parę zdań powiedzieć o tym albumie. Aby nie zanudzać was przydługawym wstępem, przejdźmy od razu do konkretów, póki muza jest jeszcze cieplutka.

Moth Into Flame (9/10)

Ćmy ciągną do światła. Szczególnie w ciemności. Jeśli przez wiele lat Metallica kazała czekać na nowy materiał i w ostatnich dniach ujawniła swoje nowe klipy, fani zespołu przerodzili się w metaforyczne ćmy widząc nowe światło. Światło inne, niż widzieli do tej pory. Nowe, jeszcze bardziej jaśniejsze niż dotychczas. Mimo starych przyzwyczajeń, słychać tu sporo nowych nawyków. Chwała im za to, że wciąż idą do przodu.

Hardwired (8/10)

Kolejna porządna klepa, dla której warto mieć mocne słuchawki. Turbo tempo, za którym niełatwo nadążyć. Nie polecam tańczyć w domu, jeśli ma się zbyt ciasno ustawione meble 🙂

Atlas, Rise! (7/10)

Nie ma to jak ustawić sobie kamery w studiu i nagrywać moment nagrywania. Taki making of.  Dziwnie ogląda się klip muzyków, którzy nagrywają muzę prawie na siedząco. Co prawda do szachistów im daleko, ale jakoś tak dziwnie się ogląda. Muzycznie tym razem raczej przeciętnie. Jak by nieco próbowali zluzować swój styl.

Now That We’re Dead (7/10)

Pęknięta podłoga dobrze świadczy o basiście 🙂 A popękane bębenki uszu o słuchaczu jakim jest. A propos bębnów, warto tu się im przysłuchać, mimo iż jest ich niewiele. Basista też ma tu niewiele roboty, ale za to dobrze wprawia w rytm. Tak niewiele robiąc poczynili tu tak wiele. I dobrze im wyszło.

Po przesłuchaniu pierwszych wyżej wymienionych utworów można być zadowolonym, ale niedosyt pozostaje. Gdzie jest ta stara mocna Metallica? No dobra. Chcecie mocniej? To proszę bardzo. Sami tego chcieliście:

Spit Out The Bone (10/10)

To drugi z ulubionych kawałków idący w parze z wisienką na torcie, o której obiecałem napisać na samym końcu. Apokalipsa. Czasy ostateczne. Wszystko zrujnowane. Upadek człowieczeństwa. Kocham takie klimaty! Aż chce się krzyczeć stare dobre hasło: Kill’em all! Wspanile słyszeć skrócone na maxa odstępy między szarpnięciami za struny. Miłośnicy kultury cyberpunkowej też znajdą tu coś dla siebie i pokochają ten utwór. Ja go polubiłem od razu.

Halo On Fire (6/10)

Zaczyna się niby tak spokojnie. Dalej też jest spokojnie (taka zmyłka dla oczekujących rozwinięcia akcji), ale napięcie się zwiększa w inny sposób…. aby za chwilę ochłonąć i odpłynąć. Zdecydowanie najbardziej nastrojowy klip w tym albumie. I całkiem niekrótki, bo trwa dobre ponad 8 minut.

Dream No More (5/10)

Kolejny przykład na to, że jeśli nie chcesz, aby puszczano cię w radio, wystarczy napisać muzykę dłuższą niż antenowe 4 minuty. Utwór zdecydowanie na nocne audycje, więc zasadę długości muzyki można spokojnie olać. Bo powiedzmy szczerze, jak można zbudować napięcie mieszcząc się w czasie antenowym? Na tle całego albumu wypada raczej średnio, ale da się słuchać. Raczej standard. Nie można jednak w tak długiej historii zespołu oczekiwać za każdym razem wielkiego WOW.

Confusion (2/10)

Najsłabszy kawałek, o którym nie wiem co napisać, dlatego go pominę, przechodząc do kolejnego.

ManUNkind (7/10)

Łby świni, krew i symbole szatana. Niby to wszystko jest przereklamowane i dawno stało się niemodne, lecz tutaj podane jest z rozsądnej formie. Na początku spodziewałem się szybszego tempa i gdybym spoczął na przesłuchaniu tylko 3 pierwszych minut, myślałbym, że tak rzeczywiście jest. Całość nadrabia długi riff, który dziarga mózg pozostawiając tylko niejadalne resztki. Takie mięcho daje radę.

Here Comes Revenge (9.5/10)

Znakomity śpiew i fabuła klipu. Wielokrotnie zmieniający się motyw muzyczny powodujący, że słuchając pierwszy raz tego utworu nie wiesz, co za chwilę się stanie. Lubię taki typ prowokowania emocji. Zdecydowanie najbardziej rozbudowany utwór w całym albumie. Z czystym sumieniem daję mocną dziewiątkę z plusem.

Am I Savage? (4/10)

Początek całkiem ciekawy. Zaczyna się rockandrollowo, potem melodycznie dzięki wokalowi. I jest git. Później toczy się jak ociężała lokomotywa, by potem znowu na chwilę zyskać na dynamice. Mimo niepełnej spójności, motyw może się spodobać osobom, które gustują w mieszanych motywach. Niełatwo się wczuć przy tym numerze.

Lords Of Summer (9/10)

Hardcorowo. Wszystko tak, jak być powinno. Wspaniały widok: oglądać w klipie pełną publikę, przepełnioną ogromną dawką adrenaliny podczas dużego koncertu. Muzyczny rozpierdol i szał tysięcy ludzi zebranych na koncercie. To po prostu musi być piękne. Innej opcji nie ma.

A na koniec obiecana wisienka na torcie. Przyznam, że treść tego video była dla mnie miłym zaskoczeniem.

Murder One (11/10)

I wtedy pojawia się on. Cały na czarno. W kapeluszu ofkors. Legendarny Lemmy z Motörhead. Wielki szacun dla zespołu Metallica za ukłon w stronę Lemmiego. Jesteście wielcy! Broń, kokaina, szybka jazda, whisky, czyli to, co konie kochają najbardziej. Powolne, sadystyczne szarpanie w struny, a także ciężkie i długie riffy czynią ten kawałek ponadczasowym. Czy takim będzie? Jestem nieświęcie przekonany, że TAK!

Metallica – Hardwired… To Self-Destruct. Opinia o albumie

Metallica uznawana jest za prekursora trashmetalu. Tak było kiedyś. Niektórzy twierdzą, że teraz bardziej pasuje im przydomek rust metal. Nie zgadzam się. Dinozaury nigdy nie rdzewieją, choć z albumu na album coraz trudniej jest zaskoczyć słuchacza czymś nowym. Stare dobre brzmienie, to samo strojenie znane od lat. Jeśli coś jest dobre, to po co to zmieniać na siłę? Są zespoły, które w każdym nowym albumie potrafią wywołać ten element zaskoczenia i powiew świeżości, np. Prodigy. Może Metallica nie ma takiego daru, co jednak nie ujmuje jej w żadnym stopniu, a ich najnowszy album zasługuje na dołączenie go do swojej kolekcji.

Zobacz też to:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Komentarzy: 4

  1. John Wolf

    Dream No More 5/10 ?????????

  2. Kaczor

    Dream No More? Znakomity kawałek, nawiązujący w warstwie muzycznej i tekstowej do The Thing That Should Not Be? 5/10? Nie zgadzam się. To jeden z lepszych utworów na płycie, dojrzały, przemyślany. No i traktuje o Cthulhu.

  3. Franek

    Ciekawe podejście…ocena każdego numeru oddzielnie (czemu nie po kolei?). ciekawe ale i ryzykowne, ponieważ samej recenzji tu w zasadzie nie ma, a i każdy słuchacz może mieć inne zdanie na ten sam numer. ale czyż nie o to chodzi?

    po drugim przesłuchaniu confusion, i am savage, here comes revenge – mogłoby dla mnie w zasadzie nie być. a tu here comes ma 9/10. znowu helo on fire ma końcówkę tak rozwalającą, że mi żywo przypomina outlaw torn z s&m i dla mnie mocne 8/10. ale to jest właśnie cała sól muzyki – gusta są po to, żeby o nich dyskutować. nie ma dziś kapeli, która wydałaby płytę i każdy numer byłby bombą. ac/dc klepnęło dwa single, wydali bezpłciową płytę, ruszyli w trasę i juz mało kto pamięta ze ta płyta była mizerna. mam wrażenie, że zwykło się od metalliki oczekiwać płyt na których będzie 8 hitów i dwa odrzuty. nie te czasy. jeśli death magnetic zupełnie mi nie podeszło, nawet po trzech odsłuchach, tak tutaj cały album wszedł bez mydła za pierwszym.(mówię cały, bo odbieram go jako składowa wielu rzeczy, o czym poniżej,mimo że nie każdej piosence dałbym wyżej niż 7.) i to tylko duży plus, bo im dalej w las, tym będzie tylko lepiej.

    ja bym jeszcze inaczej podszedł do sprawy –
    1.wersja deluxe must have. lord of summer, trzy covery, mnóstwo starej dobrej mety w wersji live a.d.2016, hardwired live walący po bani jak bomba neutronowa.
    2.odpalenie wszystkich teledysków – początkowo byłem wkurzony, bo preordery pozamawiane, a tu dzień przed „za darmo” cały album. niejeden zapewne użył konwertera z yt do mp3 i płytkę zgrał do auta. jednak ci, którzy album mieli kupić i tak kupili. to jest jedna z mocy metalliki – na fanów zawsze można liczyć. kto by się jednak bawić nie chciał w myczki z youtube, dostaje ładnie wydane 3cd. dla mnie osobiście dużo gorzej wizualnie wygląda niż death magnetic w wersji specjalnej, z wydrążoną trumną aż do ostatniej kartki. konwencja jednak została przyjęta inna i nie mamy innego wyjścia jak przyzwyczaić się. po chwili mi złość przeszła, gdy pomyślałem sobie, że nie było jeszcze kapeli, która odpaliłaby 12 teledysków w zasadzie naraz. po przesłuchaniu płyty, zabiorę się za ich oglądanie – nie widziałem jeszcze żadnego!
    3.płyta, teledyski, a na deser metallica online. ja akurat używam tidala i gdy w sobotę rano zobaczyłem co zostało wrzucone, pomyślałem – mikołaj przyszedł wcześniej w tym roku. zeszło się to z wydaniem hardwired, zeszło się z ogadaniem się z napsterem i ja odbieram to jako dodatek do wydanej płyty. więc przy okazji hardwired dostaliśmy mega pakę metalliki na telefon, na pc, w aucie, w pracy, w domu. i tak wszystkie albumy mam na cd (oryginał!) ale w dobie dromadowania z miejsca w miejsce, posiadanie mety w swojej biblioteczce + sennheiser momentum 2… bóg się rodzi, moc truchleje, mikołaj może przyjść za rok.

    patrząc przez cały pryzmat, znów zrobili COŚ. może nie na dychę za 2 podstawowe cd, ale mocne 8.5/10, czy nawet 9/10 – jestem skłonny dać jak najbardziej. i 2017 we wrocławiu/chorzowie i już zupełnie będzie git.

  4. Michał K.

    Zdecydowanie moim faworytem jest Murder One. także dałbym mu najwyższą notę 😉
    Genialny klimat i tribute wiadomo dla kogo 😉

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 934
s