Książka: Per Wahlöö – “Stalowy Skok”, czyli jak nie powinno pisać się kryminałów

Per Wahloo Stalowy Skok recenzja

Ostatnimi laty skandynawskie kryminały cieszą się ogromną popularnością. Zasługę tę przypisuje się głównie Jo Nesbø, ale należy pamiętać, że zanim Nesbø zaczął pisać kryminały, przed nim było wielu innych skandynawskich pisarzy, którzy jednak gdzieś zostali schowani w cieniu. Per Wahlöö uznawany jest za jednego z pierwszych skandynawskich pisarzy, których powieści kryminalne przyczyniły się do współczesnego boomu na ten gatunek. Niektóre źródła podają, że na twórczości Pera Wahlöö wychowało się wielu współczesnych autorów, w tym właśnie kultowy Jo Nesbø. Postanowiłem sprawdzić co takiego ma w sobie ten pisarz, że tak wielu chciało iść jego śladami. Chwyciłem za książkę “Stalowy skok”, wydaną w 1968 roku, a w Polsce dopiero w 2013. Już sam fakt tak późnego wydania jej na polskim rynku wydawniczym wzbudził we mnie ciekawość. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przez tyle lat nikt się tym tytułem w Polsce nie interesował?

Akcja książki

Akcja dzieje się w nieznanym państwie rządzonym przez prawicowy reżim. Gdy się o tym dowiedziałem, postanowiłem, że mimo odruchu wymiotnego na samą myśl o polityce, nie będę się od razu zniechęcał. Dam tej książce szansę.

Wiele zakazów ustanowionych przez władzę spowodowały bunt obywateli, którzy coraz śmielej zaczynali pokazywać swoje niepokoje manifestując na ulicach. Dążenie do władzy za wszelką cenę niesie ze sobą konieczność sięgnięcia po bardziej niekonwencjonalne metody. To się odbiło na całym społeczeństwie, które wywróciło się do góry nogami.

Jensen – nasz główny bohater, z zawodu wysoko postawiony policjant – po 3 miesiącach hospitalizacji w innym kraju dostał zadanie polecieć do swojego upadłego państwa i zbadać sytuację – skąd powstała w kraju epidemia i upadek wszelkich form władzy. Poleciał, popytał parę osób, dowiedział się czego chciał i na tym akcja się zakończyła. Można się rozejść.

I już? Tylko tyle?

Zawiodłem się. W tej książce nie było nic, co mogło by choć na chwilę spowodować dreszcz emocji. Byłem przyzwyczajony, że w kryminałach panuje wysoko rozwinięta, nieprzewidywalna fabuła, która ciśnie w fotel i nie pozwala zasnąć, dopóki nie rozwiąże się skomplikowanej zagadki. Tak, ale nie w tym przypadku. Fabuła tutaj jest tak płaska, prostolinijna, że nawet nie ma co spowodować dreszczu emocji. Nic się nie dzieje. Nic. Cała akcja na jednym wdechu idzie bez przeszkód prosto z punktu A do punktu B, jak by to miała być wyprawa po bułkę z masłem. Bohaterowie w ogóle nie napotykają przeszkód. Wszystko dzieje się tu z taką naiwną łatwością, że nawet nie było okazji kibicować bohaterowi i życzyć mu pomyślności. Historia zostaje rozwiązana w tak banalny i nijaki sposób, że aż dziw bierze, że komuś się chciało wydać tę książkę.

To jest naprawdę jeden z najsłabszych skandynawskich kryminałów

Powiązanie tej książki z klimatem George Orwella na tylnej okładce jest znacznie przesadzone. Ja rozumiem, że trzeba się równać do legendarnych autorów, ale czasami zachowanie umiaru może być lepsze, niż przesadne porównywanie się do kogoś, do kogo sporo mu brakuje.

Pomysł na parodię książki

Mam pomysł na świetny kryminał:

W mojej piwnicy coś się stało. Wyślę kogoś aby sprawdził. Po chwili mój wysłannik wraca z piwnicy mówiąc, że to tylko mały kotek wszedł przez okienko. Po krótkich rozmowach ze współlokatorami dochodzę do wniosku, że ktoś celowo otwiera małe okienka, aby kotki tam wchodziły. Zagadka rozwiązana. Dziękuję. Dobranoc.

Polityka

Unikam polityki, a takowa niestety wdarła się w fabułę tej książki. Jest jakiś minister, jest służba bezpieczeństwa, są demonstracje przeciwko władzy. Jest też afera z lekarzami. Całość zapakowana w cienką warstwę plastiku, aby zrobić z tego kryminał klasy C.

Dialogi niedobre. Bardzo niedobre proszę pana

Rozmowy między postaciami odbywają się na zasadzie pytanie-odpowiedź. Autor nie wzbudza w ogóle zaciekawienia, które mogło by wynikać z rozmów między bohaterami. Trudno to nazwać nawet dialogami, ponieważ większość rozmów wygląda jak prosty wywiad. Nawet na niewygodne pytania, na które zamiast zderzyć się z trudnościami stawianymi przez oponenta, dostajemy odpowiedzi jak z rękawa.

Tej książce należy się niska ocena

Rzadko daję tak niskie oceny, ale tej książce muszę dać 2/10. Miałem zamiar jeszcze przeczytać inną powieść autora Per Wahlöö pt. “Morderstwo na 31. piętrze”, ale już mi przeszła ta chęć.

Zobacz też to:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:
Śledź mnie na Feedly

Komentarzy: 2

  1. Cyfranek

    Dlaczego książkę wydaną pierwotnie w Szwecji i napisaną przez szwedzkiego pisarza piszącego po szwedzku nazywasz norweskim kryminałem? Może warto zrobić lekkie rozeznanie kontekstu i okoliczności powstania książki przed napisaniem recenzji…

  2. Marcin Kamiński

    Poprawione. Nic się nie stało. Dzięki.

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten wpis przeczytano 1 650 razy
s