Wyborów prezydenckich nie będzie

Król Artur - Monty Python

Nie będzie. Amen. Przynajmniej dla mnie. Jakoś kisi mnie to całe okołoprezydenckie show. Te Bronkotramwaje, podawanie rąsi na targowiskach, ulotki w gimnazjach (pozdro Korwin), uśmiechanie się do telewizorni i czesanie na ślinę. Ekhem… Jestem już na wizji? Dajcie więcej światła. Te obietnice jaki świat i cała reszta kosmosu będzie zajebista jeśli tylko akurat jego wybiorę, to usilne szukanie wad u rywali – skąd to znamy? To jest już tak wtórne, że nie robi szczególnego wrażenia. Idę sobie pograć w kapsle lub napić się piwa  z chłopakami. Albo napić się wina. Z kobietą oczywiście.

Parę miesięcy temu pisałem dlaczego nie wybieram się na eurowybory. Słowo dotrzymane. To samo dotyczy socjalistycznego (o przepraszam: demokratycznego) referendum, jak i wyborów prezydenckich.

Wybory prezydenckie? A na co to? Komu to potrzebne?
– {Kamyk}

Każdy jest panem własnego losu

Mówią, że jeśli nie ma się na kogo zagłosować, to można chociaż oddać nieważny głos. Opcja dla nieszanujących swojego czasu. Czy wybieranie kogokolwiek coś zmieni? Czy na prawdę uzależniasz losy swojego życia od jednej osoby sprawującej władzę? Jakie to wygodne usiąść sobie na swoim ulubionym taborecie i ponarzekać jak to jest źle w kraju, że to wina rządu, prezydenta, kochanki ministra. To ich wina że krzywo srasz lub że bagieta podrożała. To ich wina że zaspałeś na teleranek. Ich wina że pod twoim domem brakuje jednej kostki chodnikowej. Ich wina, że nie ma nic za darmo, lub że dla ciebie zabrakło. Albo że trzynogi kot Ci uciekł, a żona się puszcza w Dubaju. Prawda jest taka, że ktokolwiek będzie sprawował władzę, to największa władzę w moim życiu będę sprawował JA SAM, i sam decydował o swoim losie. Sam dążył do odpowiedniego standardu życia, nie uzależniając tego od kogoś, na kogo zaznaczono najwięcej wsadzanych kartek z iksami do urny.

„Polska to sama bieda i syf”
– losowo wybrany krzyk pasywnego wyborcy, uzależniającego status swojego życia od polityki.

Nikt nie będzie moim panem. Dlatego nie potrzebuję wybierać swojego wodza. On nie jest mi do niczego potrzebny. Sorry Bronek, sorry Ogórku, sorry kimkolwiek jesteś, mającym ambicję zostać „krulem” dwóch Polsk (A i B). Możesz być nawet Cookiesem o imieniu Paweł. Powodzenia każdemu, ale sam sobie dam radę.

Król Artur - Monty Python. Stukanie kokosem

Nie klaskałem u Rubika, to i nie będę stukał kokosem udając konia swojemu (podobno) przywódcy.

 

Zobacz też to:


Mały kotekZa każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 364
s