10 albumów muzycznych, które wpłynęły na moje życie

Kaseta magnetofonowa

Zostałem nominowany do pewnego głupiego łańcuszka, a jako że każdy łańcuszek jest głupi, postanowiłem nie brać udziału w prezentacji 10 albumów życia czy czegoś tam. Nie oznacza to, że nie chcę się nimi podzielić w inny sposób. Muzyka od zawsze towarzyszyła w moim życiu. Spróbowałem niemal każdego gatunku muzyki. Każdy etap w życiu przechodził przez coraz nowsze style muzyczne. To pozwoliło mi na nie zamykanie się w jednym nurcie i być otwartym na każdy rodzaj muzyki, jeśli tylko wnosi coś wartościowego. Może to jednocześnie być jazz, jak i cyberpunk, a najchętniej jak by to było połączenie obu.

Muzyka, która wywarła szczególny wpływ na mnie, jest różnorodna. Od ambitnej, nowatorskiej, po brzmienia mniej ponadczasowe, acz równie uwznioślające. Nie wiem, czy czegoś nie pominąłem, więc wymieniam spontanicznie te albumy, które w danej chwili pamiętam. Oto lista płyt, które wywarły na mnie największy wpływ.

Kraftwerk – “The Man-Machine”

The Man Machine okładka

Kiedy na świecie nie było jeszcze muzyki z komputerów, uzyskanie elektronicznego brzmienia było nie lada wyczynem. Muzycy z Kraftwerk uznawani są za pionierów muzyki elektronicznej. Nie mieli na kim się wzorować, ponieważ przed nimi nie było nikogo. Zrobili eksperyment, nie wiedząc, czy robią to dobrze. O dziwo, zostali ciepło przyjęci i od tamtej pory muzyka elektroniczna ewoluowała już na wiele odmian. Gdyby nie kraftwerk, nadal słuchalibyśmy samego rocka i popu. Dla mnie Kraftwerk był czymś kosmicznym, a syntetyczne dźwięki kojarzyły mi się z odgłosami robotów. Jako mały chłopiec, miałem bujną wyobraźnię. Kraftwerk mi w tym pomagał.

Jean Michel Jarre – “Equinoxe”

Equinoxe okładka

Za czasów młodości uznawałem J.M. Jarre za wirtuoza. Za geniusza muzyki elektronicznej. Człowieka, który potrafi w jednym utworze wydobyć ogromne bogactwo idealnie dopasowanych dźwięków. Będąc jeszcze małolatem, próbowałem sobie wyobrazić, jak jedna osoba może stworzyć tak bogate brzmieniowo arcydzieło. Teraz, w XXI wieku już nikogo nie dziwi taka muzyka. W latach 90 XX wieku, to było niesamowite odkrycie. Tak, jak bym zyskał nowy słuch, odbierający dźwięki, o których do tej pory istnieniu nie miałem pojęcia.

The Prodigy – “Music for the jilted generation”

Music for the jilted generation okładka

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem “Everybody in the place”, ‘Out of space” i “Voodoo People” – oszalałem. Była to dla mnie absolutna nowość i odkrycie nowej pasji w muzyce. Breakbeat pomieszany z rave do dziś jest czymś, co powoduje we mnie ciarki na plecach. Za każdym razem, gdy na imprezie słyszę kawałki The Prodigy, tańczę i skaczę nie przejmując się tym, że ktoś może na mnie patrzeć.

Chemical Brothers – “Dig Your Own Hole”

Dig Your Own Hole okładka

Bigbit w nowym wydaniu. Mocny, połamany, mocno elektroniczny, lecz z zachowaniem odrobiny hipisowskich korzeni. Muzyka Chemical Brothers, podobnie jak Orbital, prezentując swój innowacyjny styl, zagościła w wielu kompilacjach i ścieżkach dźwiękowych do filmów i gier komputerowych. Dla mnie jest przykładem odejścia od szufladkowania muzyki.

Scooter – “And the beat goes on”

And the beat goes on okładka

Czerwiec 1995. Wtedy zostałem pochłonięty przez muzykę rave. Może i muzyka Scootera nie jest szczególnie ambitnym gatunkiem, ale pierwszy album był powiewem świeżości w muzyce. Brak dostępu do internetu w 1995 roku, niskie kieszonkowe na nowe kasety powodowały, że mając ograniczony dostęp do muzyki, szanowało się to, co się miało. To dlatego z pierwszym albumem Scootera spędziłem tyle czasu. Każdy kolejny album był coraz słabszy, ale bądźmy szczerzy: co nowego można wymyślić w muzyce eurodance/rave?

Tromesa – “Gdyby”

Tromesa Gdyby okładka

Pierwszy polski psychedelic trance, którego muzyka miała ogromny wpływ na polską scenę. Dreddy i Magnes to duet, który w końcówce lat 90 XX wieku był wzorem do naśladowania wśród rodzimych producentów muzyki elektronicznej. Album “Gdyby” nie jest pierwszym w dorobku zespołu. Wcześniej powstały “Pasma czasu”, a jeszcze wcześniej zespół istniał pod nazwą Promesa i Imago.

Mortal Kombat Soundtrack

Mortal Kombat Soundtrack okładka

Zafascynowany grą komputerową pod tym samym tytułem nie wiedziałem jeszcze, co znajdzie się na ścieżce dźwiękowej do filmu. Gdy usłyszałem pierwsze sekundy płyty (a raczej kasety w tamtych czasach), poczułem tę moc. Połączenie ostrego rocka z ciężkim techno było czymś, co dawało mi niezłego kopa. Obecnie to jeden z ulubionych albumów na szybką jazdę rowerem.

Charles Bradley – “Victim of Love”

Victim of Love okładka

Album ten poznałem dopiero wiosną  2015 roku za sprawą ówczesnej bliskiej osoby, dzięki której na nowo zacząłem wierzyć w miłość. Muzykę Charlesa Bradleya słuchałem z radością, optymizmem, pełen pozytywnych uczuć, których wydawało mi się, że dawno zapomniałem. Włączając sobie obecnie od czasu do czasu ten album, zaczynam tęsknić za moją ex. Pogodziłem się, że ona nie wróci, ale przynajmniej pozostało po niej miłe wspomnienie, które często wraca dzięki tej muzyce.

Moonstone – “Mysterious game”

Moonstone okładka

Zima 2013. Moja ulubiona knajpa w Będzinie (kto jeszcze pamięta Parapet Bum Bum?). Stała ekipa bliskich znajomych i co chwilę nowe, pozytywne twarze i nowe znajomości. Łączyła nas muzyka. Moonstone jest zespołem, który często występował na deskach Parapet Bum Bum. Poza tym są to fajni znajomi, których cenię nie tylko za muzykę, ale również za dobre słowo prywatnie po koncertach. Album “Mysterious game” to taki funkujący blues z elementami rocka. Mnie bardzo wpadł w ucho.

Jeśli jesteś spostrzegawczy i dobrze liczysz, pewnie zauważyłeś, że wymieniłem 9 zamiast 10 albumów. To był taki test na spostrzegawczość.


Mały kotekSpodobał Ci się wpis pt.:
10 albumów muzycznych, które wpłynęły na moje życie?
Za każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek:

Komentarzy: 3

  1. Maria

    Kraftwerk i Jean Michel Jarre też bardzo mi się podobali, reszty sobie dosłuchałam, czyli rozwijam się dzięki Tobie:)

  2. Iwona Motyw Kobiety

    Nie jestem spostrzegawcza widocznie, bo nie liczyłam :-))) ale większość z tych pozycji znam. Sama zamierzałam uczynić post na ten temat – no, może niedokładnie, ale o muzyce i wykonawcach “z tamtych lat” 😀
    Wiesz, muzyka ma to do siebie, że człowiek nie musi czegoś “słuchać” np.takiego Scootera , ale ta muzyka po prostu chcąc nie chcąc, towarzyszyła mu podczas imprez czy wyjść do baru.

  3. Patryk Tarachoń

    Też mam albumy, które dużo mi uświadomiły. Artyści, którzy przychodzą mi do głowy: Agnieszka Chylińska, Alex Clare, Two Feet.

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tu wpisz, czym ciekawym chciałbyś się podzielić na temat tego wpisu.
Wszelkie próby spamu lub wchodzenie butami ze słomą są automatycznie odrzucane.

487