5 śmiesznych powodów, dlaczego nie przyjmuję księdza po kolędzie

Zamknięte drzwi

Chodzą po domach i zbierają od ludzi pieniądze. Niektórzy ich wpuszczają, a drudzy udają, że ich nie ma w tym czasie w domu.

“Kolęda” to jedno z najbardziej charakterystycznych wydarzeń związanych ze świętami religijnymi. Jednak nie każdy chce, żeby ksiądz wchodził do niego w tym czasie. Może to być spowodowane różnymi przyczynami, od braku przekonania religijnego po zwyczajny brak potrzeby wpuszczania obcych osób do domu. W tym wpisie postaram się przedstawić kilka zabawnych powodów, dla których decyduję się na odmowę wpuszczenia księdza po kolędzie do swojego domu. Już pomijam fakt, że w moim domu nie ma boga i nie wierzę w żadnego z nich. Przecież nie zawsze ksiądz chodzący po domach posiada takie informacje.

Nie wpuszczam księdza po kolędzie, ponieważ…

1. Przynosi w prezencie krzyż lub obrazek, a nie piwo

Obrazek, to sobie mogę wydrukować sam, albo zapisać jako JPG na Dropboxie. A krzyż jest niepraktyczny, bo nie można go do niczego użyć jako gadżet. Gdyby ksiądz przyniósł piwo, wtedy w ramach wyjątku mógłbym go wpuścić. Zawsze możemy porozmawiać na tematy inne, niż związane z jego bogiem. Ksiądz to też człowiek i pewnie zna jakieś ciekawe dowcipy, lub dobrze gra w Bombermana. Nie chcę od niego obrazków, krzyżyków, ani jakichkolwiek drewnianych iksów, ale chętnie go wpuszczę jako zwykłego człowieka, który ma dobry gust piwny.

PS. “Tyskie” to nie piwo.

2. Wczoraj miałem kolację z grzybami i nie chcę, żeby ksiądz mi się modlił za zdrowie

Grzyby to delikatna sprawa, dlatego nie chciałbym, żeby po zjedzeniu grzybów ktoś odprawiał jakiekolwiek czary lub modlitwy. Lepiej dmuchać na zimne (choć na zupę wolę akurat dmuchać gorącą) i zostawić księdza na zewnątrz.

Jest takie powiedzenie, że jak kucharz lub gospodarz domu podaje jedzenie i życzy “smacznego”, to znaczy, że jedzenie może być wątpliwej jakości. Jeśli więc ktokolwiek modli się po moim jedzeniu za zdrowie, zaczynam mieć dziwne uczucia. I nie chodzi mi o grzyby, po których zjedzeniu sprawiają, że znajduję się w wiosce Smerfów boso, z uśmiechającym się zegarem i bez karty Moja Biedronka.

3. Nie ściąga butów, kiedy wchodzi

No cóż, księże. Rozumiem, że pan się spieszy, bo ma dużo mieszkań do obskoczenia i dlatego nie ściąga pan butów. Ja mimo wszystko wolę, aby buty gości zostały na przedpokoju. Nie mam psa, który zjada gościom buty koło drzwi. Papucie się w szafce jakieś znajdą. No chyba, że chodzi o dziurawą skarpetkę, której woli pan nie pokazywać 🙂

Jest zima. A jak jest zima, to jest i śnieg. Taki mamy klimat. Samo obtupanie butów o kratkę nie wystarczy. Proszę się nie martwić, że buty pozostawione na przedpokoju uciekną. Nigdy nie uciekają. Same tego nie zrobią. Do tego potrzebują nogi. No i człowieka, który tą nogą rusza.

4. Mówi, że bóg mnie kocha

Podobno bóg to mężczyzna, a kościół nienawidzi osób, które kochają innych ludzi tej samej płci. Swoją drogą to ciężko mi zrozumieć, dlaczego kościół katolicki tak mocno dzieli ludzi i dyktuje, kogo należy kochać, a kogo atakować. Zachowują się tak, jakby miłości nie wystarczyło dla wszystkich. Że trzeba dzielić ludzi na lepszych i gorszych. I pomyśleć, że religia chrześcijańska była kiedyś religią miłości do wszystkich. W miarę postępującego rozwoju na świecie, gdzieś im się ta średniowieczna narracja posypała. Dlatego jeśli bóg (jakikolwiek) pod postacią męską mnie kocha, to dobrze. Niech sobie kocha, doceniam to bez względu na to, jaką ma płeć. Gdybym natomiast spytał księdza, czy jego też kochają mężczyźni, zrobiłoby się niezręcznie 🙂

5. Bo i tak nic od niego nie kupię

Mieszkam pod jedynką w bloku. Znacie ten ból, kiedy jakaś obca osoba, która chce się dostać do klatki schodowej, zawsze dzwoni pod jedynkę? Czasami są to pracownicy drukarni poprzebierani za kominiarzy sprzedający kalendarze. Kiedy indziej są to natrętni roznosiciele ulotek, którzy naciskają “1” w domofonie z prośbą, aby ich wpuścić, bo chcą do skrzynek na listy nawrzucać spamu. Zdarzają się też sprzedawcy telewizji kablowej, zbieracze z fejkowych fundacji, jehowi, monterzy i wszyscy inni, którzy chcą wejść. Jestem zmęczony tym, że z mieszkań o numerze “1” robią sobie portiernię, dzwonią zawsze pod ten numer, a ja jak głupi muszę kilka razy dziennie odrywać się od pracy, aby reagować na każdy taki domofon. Dlatego, gdy jeszcze do kompletu chce dołączyć ksiądz, mam ochotę wyrwać domofon i rzucić nim w tramwaj. Zostawcie mieszkańców “jedynek” w spokoju. Dzwońcie sobie pod inne, losowe numery mieszkań! Niczego od was nie chcę i wy też niczego ode mnie nie chcijcie.

 


Spodobał Ci się ten wpis? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli postawisz mi symboliczną kawę ;)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Tu wpisz, czym wartościowym chciałbyś się podzielić na temat tego wpisu.
Każdy komentarz jest kierowany do kolejki do moderacji. Wszelkie próby spamu, szerzenie szkodliwych poglądów, obrażanie ludzi lub wchodzenie butami ze słomą są automatycznie odrzucane.

1,098