
Wracałem parę dni temu z długiej trasy na swoim Ecobike RX 500 SUV i całą drogę myślałem o jednym. Od lat jeżdżę na rowerach elektrycznych i nie mam z tym problemu. Na dalekich wyjazdach, choćby na trasach jak Velo Soła, gdzie przewyższenia dają w kość, napęd elektryczny w rowerze pozwala mi zwiedzić znacznie więcej, niż na zwykłym rowerze. Pedałuję, silnik dokłada resztę. Tyle.
Ale to, co od kilku miesięcy widuję w miastach, to inna liga. Mijają mnie dzieciaki na maszynach, które wyglądają jak motocykle crossowe i brzmią jak motocykle crossowe. Wymijają na milimetry. Nie da się dłużej udawać, że nic się nie dzieje.
Kiedy rower przestaje być rowerem
Granica jest cieńsza, niż się wydaje, ale istnieje i stoi w przepisach: silnik do 250 W, wspomaganie odcięte przy 25 km/h. Mój rower ma pedały i bez pracy nóg nie ruszy z miejsca.
Motorower elektryczny typu Surron to inna maszyna. Tysiące watów. Manetka gazu. Zamiast pedałów motocyklowe podnóżki. Polskie prawo nazywa taki pojazd motorowerem albo lekkim motocyklem i ma rację, bo poza dwoma kołami nie ma w nim nic rowerowego. Sprzęt zaprojektowany na tor motocrossowy jeździ po ścieżce szerokiej na dwa metry, między pieszymi. Nie wiem, jak doszliśmy do punktu, w którym to nikogo nie dziwi.
Czternastolatek na 60 km/h
Rozumiem fascynację dzieciaków takimi wynalazkami. Sam miałem kiedyś czternaście lat i też chciałem, żeby było szybciej, mocniej, więcej. Tylko że ci chłopcy nie przejechali w ruchu ani jednego sezonu. Nie przewidzą, że z bramy wyjdzie ktoś z psem na długiej smyczy. Nie wyhamują, bo nigdy nie musieli hamować.
Jadą bez kasków, slalomem między pieszymi, i traktują to jak zabawkę, bo w sklepie stało obok rowerów. Najgorsze jest to, że nie umiesz ocenić, jak szybko się zbliżają. Widzisz dwa koła, więc mózg podstawia 20 km/h. Zanim podniesiesz głowę, są już za tobą i zostaje po nich podmuch.
Fizyka nie negocjuje
Projektanci liczyli ścieżki rowerowe na prędkość 15–20 km/h. Rower miejski z dorosłym facetem waży około 90 kilogramów. Sam Surron ponad 50 kg, do tego kierowca.
Energia zderzenia rośnie z kwadratem prędkości. Podwój prędkość, a uderzenie będzie cztery razy mocniejsze. Pięćdziesiąt kilogramów metalu uderza w dziecko na hulajnodze z prędkością 60 km/h. To oznacza miesiące leczenia w lepszym wariancie. W gorszym pogrzeb.
Rodzice kupują to na komunię, bo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji
“Kolega z klasy ma”, więc dziecko prosi, a rodzic kupuje na komunię, na urodziny, na koniec roku szkolnego.
Najwięcej szkód robią sklepy internetowe, które wystawiają te pojazdy w kategorii “rowery elektryczne”. Rodzic klika i jest przekonany, że bierze elektryka na grubszych oponach. Kurier przywozi motocykl crossowy, na którym dorosły zawodnik uczy się jeździć latami poza miastem. Dziecko dostaje go w piątek, a w sobotę jedzie nim do Żabki, przez centrum miasta mijając chodniki pełne przechodniów. W tłum.
Mój legalny rower elektryczny kontra chińskie niehomologowane pojazdy elektryczne
Mam z tym problem też jako rowerzysta, którego ludzie oceniają z daleka. Poza miastem wspomaganie robi swoje na długich dystansach, ale w centrum jadę tak jak każdy inny: zwalniam przed przejściami, patrzę na dzieci i na psy.
A potem mija mnie małolat na jednym kole i przechodnie zapamiętują jedno: że rower elektryczny to zabawka wariatów. Z takich obrazków rodzą się pomysły na obowiązkową rejestrację rowerów, kaski z urzędu i limity dla sprzętu, który dziś jest w pełni legalny. Zapłacimy za to wszyscy, także ci jadący 18 km/h do pracy.
Co z tym zrobić?
Spacerowicz nie rozpozna różnicy między tymi maszynami i nie ma obowiązku jej znać. Widzi dwa koła i baterię pod ramą, więc uznaje, że to rower. Dopóki to się nie zmieni, przepisy zostaną na papierze. Nikt nie zgłosi czegoś, czego nie umie nazwać.
Więc po kolei. Media niech piszą o Surronie jako motocykl, a nie rower elektryczny. Policja i straż miejska niech zatrzymują takie pojazdy bez homologacji, sprawdzają moc i wypisują mandaty. Szkoła niech pokaże ósmoklasistom, ile waży taka maszyna, jak działa energia zderzenia i co grozi za jazdę bez prawa jazdy i ubezpieczenia.
Chcę po pracy dojechać na spotkanie, a wieczorem wyjechać do lasu za miasto i nie kalkulować, co wyskoczy mi z zakrętu. Wspólna droga działa tylko wtedy, gdy wszyscy trzymają się tych samych zasad.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.