Moja zmora z technikum. Po 30 latach wróciłem do „Odysei” Homera i dopiero teraz ją w pełni rozumiem

Odyseja Homer - recenzja i streszczenie

„Odyseja” Homera należała dla mnie do tych szkolnych książek, które nie tyle się czyta, ile próbuje przetrwać. W technikum nie widziałem w niej wielkiej przygody ani jednego z fundamentów europejskiej kultury. Była przede wszystkim obowiązkiem. Pamiętam długie opisy, obco brzmiące imiona oraz świat, w którym zmyśleni bogowie zbyt chętnie mieszali się w ludzkie sprawy.

Po mniej więcej trzydziestu latach wróciłem do tej lektury z własnej woli. Nie było kartkówki ani potrzeby sprawdzania, co trzeba zapamiętać. I właśnie wtedy wydarzyło się coś zaskakującego: książka, którą kiedyś uznawałem za męczącą, zaczęła mnie naprawdę wciągać.

Recenzja powstała dzięki współpracy z księgarnią Tantis.pl, gdzie można zamówić m.in. literaturę piękną. Na końcu recenzji znajduje się link do zakupu książki.
Logo Tantis.pl

Partner wpisu.

Szkolna książka pod presją

Lektura szkolna ma trudne zadanie. Zostaje narzucona programem nauczania oraz oceną, więc od początku może budzić opór. Nawet bardzo dobra historia traci swój urok, kiedy trzeba przeczytać ją szybko i potem udowodnić, że zapamiętało się najważniejsze fragmenty.

„Odyseja” nie ułatwia pierwszego spotkania. Jest odległa od współczesnego stylu opowiadania. Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do krótkich rozdziałów i narracji, która niemal bez przerwy dostarcza bodźców. Homer prowadzi opowieść inaczej. Zatrzymuje się przy szczegółach i daje przestrzeń postaciom, które współczesny czytelnik mógłby uznać za epizodyczne.

W technikum wszystko to wydawało mi się zwyczajnie nużące. Odyseusz wpadał w kolejne kłopoty, a ja czekałem, aż wreszcie dotrze do Itaki. Dziś rozumiem, że owo przeciągające się czekanie nie jest wadą tej opowieści, lecz jej sensem.

Powrót nie oznacza cofnięcia czasu

Przy ponownej lekturze „Odyseja” przestała być dla mnie jedynie historią o powrocie bohatera spod Troi. Zacząłem widzieć w niej opowieść o człowieku, który chce odzyskać swoje dawne życie, choć nie ma już pewności, czy to w ogóle możliwe.

Odyseusz wraca z wojny. Nosi w sobie doświadczenie długiej nieobecności. Nie płynie do domu jak zwycięzca, któremu wystarczy postawić stopę na rodzinnej wyspie. Każdy kolejny etap podróży oddala go od prostego finału, a jego droga coraz mniej przypomina triumfalny marsz.

Dopiero po latach mocno wybrzmiała dla mnie ta perspektywa. Wielu z nas zna sytuację, w której chce się wrócić do czegoś ważnego: dawnego miejsca, relacji, pracy, zainteresowania albo własnego spokoju. Zwykle okazuje się jednak, że nie można po prostu odtworzyć przeszłości. Świat zdążył się zmienić, podobnie jak my.

W tym właśnie tkwi siła tej historii. „Odyseja” mówi o powrocie, ale nie obiecuje, że powrót będzie prosty czy bezbolesny. Itaka jest celem, lecz po dwudziestu latach nie może być już dokładnie tym samym miejscem, które Odyseusz pamięta.

Odyseusz bez szkolnego pomnika

W szkolnych interpretacjach Odyseusz często funkcjonuje jako uosobienie wytrwałości. To prawdziwy obraz, lecz stanowczo zbyt gładki. Gdy czyta się poemat bez szkolnego przymusu, łatwiej zauważyć, że bohater ma też cechy dalekie od ideału.

Potrafi być próżny. Zdarza mu się podejmować ryzyko nie dlatego, że musi, lecz dlatego, że chce pokazać swoją przewagę. Czasem jego decyzje uderzają w ludzi, którzy mu towarzyszą. Jednocześnie umie cierpliwie obserwować sytuację i czekać na moment, w którym warto działać.

To czyni go bardziej ludzkim niż pomnikowym. Nie jest rycerzem bez skazy ani bohaterem, którego należy bezwarunkowo podziwiać. To człowiek próbujący przetrwać w świecie pełnym sił, nad którymi nie ma kontroli.

Po latach bardziej interesuje mnie jego zdolność dostosowania się niż legendarny heroizm. W codziennym życiu rzadko walczymy z cyklopami albo gniewem Posejdona. Znacznie częściej próbujemy wybrnąć z problemów, których nie da się rozwiązać jednym spektakularnym ruchem. Potrzeba wtedy cierpliwości i umiejętności zaakceptowania, że nie wszystko można przyspieszyć.

Wierna Penelopa czeka z nadzieją

Ponowna lektura pozwoliła mi też inaczej spojrzeć na Penelopę. W szkolnym skrócie zapamiętuje się ją jako wierną żonę, która czeka na powrót męża. Takie ujęcie jest jednak zbyt powierzchowne.

Penelopa działa w cieniu wydarzeń rozgrywających się na morzu, ale jej sytuacja wymaga równie dużej rozwagi. Przez lata chroni dom przed zalotnikami, a zarazem troszczy się o przyszłość Telemacha. Potrzebuje przy tym sprytu podobnego do tego, który pozwala Odyseuszowi wyjść cało z kolejnych opresji.

Historia z całunem pokazuje jej konsekwencję. Penelopa obiecuje wybrać męża, gdy skończy tkać całun dla Laertesa, lecz nocą pruje wykonaną pracę i dzięki temu odsuwa decyzję w czasie. Wierność pozostaje ważna, jednak ten fortel służy przede wszystkim ochronie jej niezależności oraz zachowaniu kontroli nad własnym losem.

“Odyseja” pokazuje dwa odmienne pola walki. Odyseusz mierzy się z morzem oraz nieznanym światem. Penelopa stara się utrzymać ład w domu, który pod nieobecność gospodarza staje się łatwym łupem dla zalotników. Jej odwaga ma mniej widowiskową formę, ale wymaga równie dużej siły charakteru.

Książki mają swój czas

Powrót do Homera przypomniał mi prostą rzecz: czasami książka nie zawodzi czytelnika. To czytelnik trafia na nią za wcześnie.

Jako nastolatek nie miałem cierpliwości do powolnej narracji. Nie rozumiałem też dobrze tęsknoty za stabilnością ani ciężaru odpowiedzialności, który spada na człowieka po długiej nieobecności. Przeszkadzało mi, że Homer nie daje prostych odpowiedzi i nie tworzy bohaterów, których łatwo zaszufladkować.

Dzisiaj „Odyseja” nadal nie jest lekturą łatwą. Wymaga uwagi oraz zgody na tempo zupełnie inne niż rytm współczesnych seriali czy powieści. Mimo to nie widzę już w niej zmory z technikum.

Znalazłem historię o człowieku, który mimo kolejnych przeszkód nie porzuca drogi do domu. Przypomina też, że z upływem lat zmieniają się cele i sposób, w jaki patrzymy na miejsca ważne dla naszego życia. Samo pragnienie powrotu bywa dopiero początkiem, bo potrzebne są jeszcze cierpliwość oraz gotowość na to, że po drodze wiele się zmieni. Być może właśnie dlatego Homer przemówił do mnie dopiero po trzydziestu latach.

Tutaj kupisz książkę:

„Odyseja” Homera


Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

568
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod do Legimi i BookBeat dla Ciebie💚