“Szalej i srebro”. Baśń po ciemnej stronie lustra. Recenzja książki

Recenzja książki Szalej i srebro
“Szalej i srebro” to opowieść, która wyciąga Królewnę Śnieżkę z gabloty i stawia ją w świecie trucizn, podejrzeń i luster pełnych sekretów. T. Kingfisher, czyli Ursula Vernon, sięga po znaną baśń, ale zamiast powtórki proponuje historię o konsekwencjach obsesji na punkcie urody, władzy i kontrolowania cudzych życiorysów. Dostajemy fantasy z silnym baśniowym rdzeniem, w którym magia nie jest dekoracją, tylko realnym zagrożeniem. Każdy element przypomina, że to nie jest opowieść dla kogoś, kto szuka lukrowanej historii o królewnie.

Recenzja powstała dzięki współpracy z księgarnią Tantis.pl, gdzie można zamówić m.in. książki fantasy. Na końcu recenzji znajduje się link do zakupu książki.
Logo Tantis.pl

Partner wpisu.

Ładnie wydana lsiążka z barwionymi brzegami do kolekcji

Polskie wydanie od SQN od razu robi wrażenie na półce. Seria książek z barwionymi brzegami ma konkretny, kolekcjonerski charakter, a Szalej i srebro wpisuje się w tę linię bardzo dobrze. Barwione brzegi, format i dbałość o detale wizualne sprawiają, że to tytuł, po który sięga się chętniej niż po zwykły papier. Dla czytelnika, który lubi mieć na półce coś ładnego, to wartość dodana, tym bardziej że sama historia ma klimat idealnie pasujący do takiego dopieszczenia formy.

Baśń po ciemnej stronie lustra

Punktem wyjścia jest motyw Królewny Śnieżki: królewska córka, król, dwór, obsesja na punkcie piękna i choroba wymykająca się znanym sposobom leczenia. Opowieść szybko skręca jednak w stronę śledztwa z elementami grozy i dark fantasy. Zamiast prostego konfliktu między dobrą dziewczyną a złą królową dostajemy sieć zależności, w której trucizny, polityka i magia nawzajem się przenikają. To świat, w którym każda decyzja ma smak ryzyka, a baśniowe schematy zostają rozebrane na czynniki pierwsze. I taką formę, przyznam szczerze, bardzo lubię.

Lustra i drugi wymiar

Lustro nie pełni tu funkcji ładnego rekwizytu, tylko staje się centralnym narzędziem fabuły. Za powierzchnią szkła kryje się inna rzeczywistość, do której prowadzi śledztwo Anji, uzdrowicielki wplątanej w sprawę królewskiej córki. Jak mogłem się domyślić, wejście w ten drugi świat miało swój ciężar. Nie ma prostej granicy między tym, co realne, a tym, co odbite. Bohaterowie uczą się funkcjonować w przestrzeni, gdzie odbicia potrafią być bardziej prawdziwe niż twarze, a lustro pamięta rzeczy, które dla wielu lepiej byłoby zakopać.

Uzdrowicielka w centrum

Zamiast klasycznej królewny w roli głównej pojawia się Anja, uzdrowicielka ze zdrowym sceptycyzmem i doświadczeniem pracy z truciznami. To ona zostaje wezwana do królewskiej córki i to ona zaczyna rozplątywać kolejne warstwy kłamstw i sekretów. Takie ustawienie postaci zmienia ciężar całej opowieści. Anja patrzy na sytuację oczami kogoś, kto wie, jak działa ciało, zna objawy zatruć i rozumie konsekwencje decyzji podejmowanych w pośpiechu. To bohaterka, która nie żyje w baśniowej bańce, tylko w świecie, w którym każdy błąd kosztuje.

Dialogi z pazurem

Kingfisher ma wyczucie dialogu, co widać praktycznie w każdej scenie rozmowy. Bohaterowie nie przemawiają pod egzamin, tylko rozmawiają jak ludzie po ciężkim dniu i ograniczonej cierpliwości do patosu. Pojawia się suchy humor i takie specyficzne, drobne przekomarzania, które czasami mnie bawiły. To wszystko ożywia relacje i sprawia, że nawet w scenach budujących grozę wciąż miałem wrażenie obcowania z żywymi ludźmi, a nie zestawem figur z dekoracji.

Relacje w cieniu trucizn

Na tle fabuły z udziałem trucizn i magicznych luster wyrastają relacje między postaciami. Obecny jest wątek romantyczny, lecz pozostaje na dalszym planie. Nie zasłania głównej opowieści, a raczej ją dopełnia, pokazując, jak bliskości i zaufaniu trzeba nadać sens w świecie pełnym sekretów. Dużo ważniejsze są więzi wynikające z obowiązków, przysiąg i lojalności. Król, uzdrowicielka, strażnik, dwór. Każdy ma swoją pozycję, swoje ograniczenia i swoje granice, których nie chce przekraczać. Te napięcia są równie angażujące jak sama intryga związana z lustrem.

Groza w klimacie baśni

“Szalej i srebro” reklamowane jest jako połączenie fantasy, grozy i folkloru i wydaje mi się, że takie zestawienie dobrze oddaje ton książki. Jest tu niepokój, jest ciemność, są sceny, które potrafią podkręcić tempo czytania, ale nie ma epatowania przemocą dla efektu. Groza rodzi się z atmosfery, z poczucia zagrożenia, ze świadomości, że trucizna działa nawet wtedy, gdy jej nie widać. To dobry wybór dla czytelników, którzy chcą czegoś mroczniejszego niż klasyczna baśń, a jednocześnie mają dość horrorów nastawionych wyłącznie na szok.

Czytelnik idealny dla tej historii

Ta książka najlepiej pasuje do czytelnika, który lubi retellingi, lecz oczekuje od nich czegoś innego niż powtórzenia znanej historii. To propozycja dla osób ceniących klimatyczne fantasy i balans między humorem a niepokojem. Jeżeli do tego dochodzi zamiłowanie do ładnych, kolekcjonerskich wydań, z barwionymi brzegami i dopracowaną szatą graficzną, “Szalej i srebro” ma dużą szansę zostać jednym z tych tytułów, które po prostu dobrze mieć i do których łatwo wraca się myślami po lekturze.

Tutaj kupisz książkę:

“Szalej i srebro”


Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

129
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod do Legimi i BookBeat dla Ciebie💚