Emilia Jabłonowska – “Wątpiąca”. Recenzja

Emilia Jabłonowska - Wątpiąca. Recenzja książki

“Wątpiąca” Emilii Jabłonowskiej to ten rodzaj mrocznej historii, przy której ręka sama szuka włącznika światła, a jednocześnie nie ma się ochoty przerywać lektury nawet na moment. To opowieść, w której strach przed nieznanym miesza się z fascynacją tak skutecznie, że po zamknięciu książki człowiek jeszcze chwilę siedzi w ciszy i sprawdza, czy coś nie poruszyło się w kącie pokoju.

Recenzja powstała dzięki współpracy z księgarnią Tantis.pl, gdzie można zamówić m.in. thrillery i kryminały. Na końcu recenzji znajduje się link do zakupu książki.
Logo Tantis.pl

Partner wpisu.

Świat, w którym noc ma własne prawa

Jabłonowska zabiera nas do rzeczywistości, w której istnieje jedna żelazna zasada: po zmroku nikt nie wychodzi z domu. Noc należy do potworów, niewidocznych dla ludzkiego oka, ale na tyle realnych, że każdy, kto złamie zakaz, po prostu nie wraca.

Ten świat jest klaustrofobiczny, zamknięty w ciasnych ulicach wioski, w szeptach starszyzny i w dziecięcych wspomnieniach, które z wiekiem stają się coraz bardziej podejrzane. Czułem się, jakbym siedział przy ognisku wśród ludzi, którzy od urodzenia karmieni są tą samą opowieścią o ciemności, a ktoś nagle zapytał: “A jeśli to wcale nie jest prawda?”.

Lucjana i zakwaszone sumienie

Główna bohaterka, Lucjana, wraca do rodzinnej wioski po śmierci siostry i od pierwszych scen czuć w niej mieszankę żałoby, gniewu i niewygodnej ciekawości. Nie ma tu grzecznej dziewczyny, która grzecznie przyjmuje narzucony porządek, lecz kogoś, kto wątpi w każde zdanie wypowiedziane zbyt pewnym tonem.

Jej relacje z bliskimi i starszyzną przesiąka napięcie, bo wraz z powrotem do domu wraca też pytanie o to, co tak naprawdę wydarzyło się w przeszłości. Każda rozmowa staje się małym pojedynkiem: czy przyjmę oficjalną wersję, czy pójdę za niepokojem w środku, który domaga się wyjaśnień.

Potwory czy ludzie

Oficjalnie winne są istoty, które wędrują w ciemności, rzekomo przenikają przez ciało i zabijają jednym dotykiem. Ale im dalej brnie się w tę historię, tym wyraźniej widać, że największy ciężar niosą tu ludzkie decyzje, kłamstwa i wygodne półprawdy.

Mroczny klimat działa świetnie, bo autorka nie pcha potworów na pierwszy plan, lecz pozwala im wisieć nad bohaterami jak cień, który przykleja się do karku. Najstraszniejsze momenty to te, gdy trzeba zadać sobie pytanie, czy to, czego się boimy, faktycznie kryje się w lesie, czy raczej przy stole w jadalni, obok kubka z herbatą.

Strach wymieszany z ciekawością

Najbardziej podobało mi się to, jak “Wątpiąca” operuje emocjami, zamiast jedynie straszyć efektownymi scenami. Jest tu strach przed tym, co czai się za drzwiami, ale równie mocno działa lęk przed prawdą, którą można wydobyć z przeszłości tylko wtedy, gdy odważy się wyjść poza schemat.

Wraz z Lucjaną czułem to charakterystyczne szarpanie: zostać w bezpiecznym kłamstwie czy jednak zapalić latarnię i wyjść przed dom, choć serce wali jak szalone. To właśnie ten stan, mieszanina niepokoju i ciekawości, sprawiał, że czytałem kolejny rozdział, mimo że rozsądek sugerował przerwę.

Wątek Bernarda i iskra w mroku

Na tle tajemnic wioski pojawia się Bernard, postać trzymająca się cienia, w której od początku czuć coś więcej niż standardowy “tajemniczy chłopak”. Relacja Lucjany z nim nie odciąga uwagi od grozy, tylko ją pogłębia, bo otwiera jeszcze jedno pole wątpliwości: można zaufać komuś, kto sam jest chodzącą zagadką.

Miłość rozgrywana w miejscu, gdzie każdy wieczór może być ostatni, nabiera dziwnej intensywności. Lubię takie wątki, w których uczucie nie działa jak plaster, tylko jak dodatkowa warstwa ryzyka i bólu, bo nagle jest o kogo drżeć.

Styl, tempo i to “coś”

“Wątpiąca” trzyma w ryzach tempo akcji, ale daje też oddech na to, żeby posiedzieć z bohaterką w jej myślach. Świat jest zbudowany wyraziście, bez rozwlekania, a jednocześnie na tyle sugestywnie, że łatwo poczuć szorstkość tego życia, w którym zachód słońca jest granicą swobody.

To książka, przy której warto czytać uważnie, bo drobne detale potrafią później wrócić jak bumerang. Czułem satysfakcję z tego, jak fabuła powoli odkleja kolejne warstwy kłamstw, zamiast walić wprost gotową odpowiedzią.

Dla kogo jest “Wątpiąca”

Jeśli lubisz mroczne historie z nutą fantasy, w których potwory są tak samo fizyczne, jak metaforyczne, ta powieść ma duże szanse trafić w twój gust. Spodoba się też czytelnikom, którzy cenią sobie bohaterki z charakterem, wątpiące, uparte, poobijane emocjonalnie, ale wciąż idące pod prąd.

To dobra propozycja na wieczór, kiedy chcesz poczuć gęsty klimat, trochę się przestraszyć, trochę się wzruszyć i jeszcze długo rozważać, gdzie kończy się prawda, a zaczyna wygodne kłamstwo. Jeśli sięgniesz po “Wątpiącą”, daj znać, czy w którymś momencie też miałeś ochotę zapalić wszystkie światła w domu i jednocześnie przewrócić stronę dalej.

Tutaj kupisz książkę “Wątpiąca”


Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

136
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod: 30 dni Legimi, 45 dni BookBeat 💚