Decyzje potrafią paraliżować. Od wyboru szkoły, przez zmianę pracy, aż po rzeczy w stylu “który rower kupić” albo “na jaki projekt się rzucić”. Kiedy patrzymy na nie jak na abstrakcyjny “problem do rozwiązania”, łatwo ugrzęznąć w analizowaniu, odkładaniu na później i mieleniu w głowie tych samych scenariuszy.
Dlaczego tak trudno się zdecydować?
Decydowanie oznacza rezygnację z co najmniej jednej z opcji, a to zawsze wiąże się z ryzykiem i lękiem przed pomyłką. Do tego dochodzą cudze oczekiwania, presja otoczenia, porównywanie się z innymi i przekonanie, że istnieje jedno, obiektywnie najlepsze wyjście. W praktyce bardziej niż obiektywna perfekcja liczy się dopasowanie do Twoich wartości, priorytetów i aktualnego etapu życia.
Klasyka: lista plusów i minusów
Najprostsze podejście to znany schemat: wypisujesz zalety i wady danej opcji, patrzysz, czego jest więcej i na tej podstawie wybierasz. Brzmi banalnie, ale już samo przelanie na papier tego, co krąży po głowie, często przynosi ulgę i porządkuje chaos. Ten sposób działa najlepiej, gdy stoisz przed dwoma wariantami. Na przykład: zostać w obecnej firmie czy przyjąć ofertę konkurencji. Minusem jest to, że w grupie trudno o zgodę co do tego, co faktycznie jest zaletą, a co wadą, bo każdy ma inną wrażliwość i inne cele.
Dodatkowy trick: nie zawsze musisz tę listę fizycznie pisać. W codziennych, mniejszych decyzjach można przelecieć ją w głowie, bazując na intuicji, a jeśli sytuacja jest poważniejsza, warto zapytać kogoś zaufanego, jak on widzi Twoje plusy i minusy.
Gdy opcji jest więcej: kryteria i liczby
Jeśli wybierasz między większą liczbą możliwości, np. kilkoma mieszkaniami, różnymi partnerami, kilkoma ofertami pracy, prosta lista przestaje wystarczać. Wtedy wchodzi coś w rodzaju mini analizy wielokryterialnej. Działa ona tak, że spisujesz kryteria (np. cena, bezpieczeństwo, dojazd, perspektywy rozwoju), nadajesz im wagę według ważności i przyznajesz każdej opcji punkty. Brzmi jak coś z podręcznika do ekonomii, ale w praktyce da się to ogarnąć w zwykłym arkuszu kalkulacyjnym, a nawet w notesie.
Zaletą takiego podejścia jest to, że zmusza Cię do nazwania tego, co naprawdę ma dla Ciebie znaczenie, zamiast ulegania pierwszemu wrażeniu czy emocjom chwili. Wada: wymaga chwili skupienia i odrobiny cierpliwości, więc nie jest to sposób na impulsywne, “tu i teraz” wybory.
Minuta szczerości z monetą
Na drugim biegunie znajduje się metoda tak lekka, że wielu osobom wydaje się żartem: rzut monetą. W popkulturze pojawiała się nie raz. Od komiksów Disney’a po seriale w stylu “House of Cards” ii za każdym razem chodzi o to samo: przerzucić odpowiedzialność na przypadek. Taki filozof życia z monetą w dłoni decyduje: reszka – biorę projekt, orzeł – odpuszczam i jadę w Bieszczady.
Oczywiście ta metoda ma sens wyłącznie wtedy, gdy wybierasz między opcjami, które są dla Ciebie realnie podobne pod względem sensowności. Co ciekawe, często najważniejsze dzieje się nie w momencie rzutu, tylko w chwili, gdy moneta leci w górę. Nagle czujesz, na którą stronę kibicujesz. To bardzo szybki test ukrytej preferencji. Jeśli po wyniku czujesz rozczarowanie, organizm właśnie powiedział Ci, co naprawdę chcesz zrobić.
Serce kontra kalkulacja
Nawet najbardziej logiczne narzędzia nie zmienią faktu, że ostatecznie musisz żyć z konsekwencjami swoich wyborów. Dlatego po kalkulacjach warto zrobić jeszcze jeden sprawdzian: “Jak ja się z tym czuję?”. Czasem decyzja, która na papierze wygląda świetnie, w środku budzi opór, a ta pozornie mniej rozsądna daje poczucie ulgi i spójności ze sobą.
Można powiedzieć, że techniki analityczne pomagają zawęzić pole, usunąć skrajnie słabe opcje i uporządkować chaos, ale ostatnie słowo ma i tak Twoje sumienie, intuicja, doświadczenie.
Prosty przepis na “łatwiej, ale nie idealnie”
Jeśli chcesz mieć praktyczny schemat na co dzień, możesz połączyć te podejścia w cztery kroki. Najpierw nazwij problem jednym zdaniem, później wybierz 2-4 kryteria, które są teraz dla Ciebie najważniejsze. Następnie przetestuj dwie-trzy opcje za pomocą listy plusów i minusów albo prostych punktów, a na koniec zadaj sobie uczciwe pytanie:
Gdyby moneta wypadła na tę opcję,
czy poczułbym ulgę, czy zawód?
Nie chodzi o to, by już nigdy się nie pomylić, tylko by zredukować bezsensowne przeciąganie, wieczne odkładanie decyzji i życie w stanie zawieszenia.
W pewnym momencie i tak trzeba zrobić krok. Bez względu na to, czy popchnęła Cię do niego tabelka w Excelu, moneta, czy ciche przekonanie gdzieś głęboko w środku, że tak będzie dla Ciebie uczciwiej.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.
