
“Gemina” wciągnęła mnie znowu w ten sam wir chaosu, co “Illuminae”. Tym razem już bez efektu oszołomienia, który towarzyszył pierwszemu kontaktowi z formatem akt śledztwa. To dalej przyjemnie szalona jazda przez stację Heimdall, tylko że teraz bardziej świadomie widzę mechanizmy, które autorzy uruchamiają, żeby mnie poruszyć.
Nowa stacja, nowa para, ten sam kosmos
Tym razem porzucam Kady i Ezrę na rzecz Hanny Donnelly i Nika Malikova. Dwójki, która z założenia ma zapchać mi emocjonalną dziurę po bohaterach z pierwszego tomu. Ona jest córką dowódcy stacji Heimdall i jednocześnie rozpuszczoną, ale absurdalnie skuteczną taktycznie imprezowiczką. On wywodzi się z kryminalnej rodziny House of Knives i przy okazji zaopatruje ją w nie do końca legalne substancje. Paradoksalnie ta para jest bardziej wyrazista od Kady i Ezry. Od razu czuję, że to relacja oparta na zderzeniu klas społecznych, a nie jedynie na traumie po ataku na kolonię.
Zamiast horroru w kosmosie mam kosmiczną “Szklaną pułapkę”
Pierwszy tom “Illuminae” kojarzył mi się z klaustrofobicznym horrorem w stylu Obcego. W drugim tomie “Gemina” nagle ląduję w czymś, co przypomina kosmiczną wersję “Szklanej pułapki”. Na Heimdall wpada profesjonalna ekipa uderzeniowa BeiTech. Wykorzystując świąteczny przestój, odcina dowództwo, pacyfikuje stację i przygotowuje ją jako pułapkę na statek Hypatia niosący niewygodne dowody. W teorii powinienem tu odczuwać tę samą rosnącą panikę, co w “Illuminae”. W praktyce bardziej obserwuję serię kaskaderskich scen, które mają mnie zachwycić pomysłowością, niż wciskać w fotel grozą.
Bestie w tle i dziura w rzeczywistości
Żeby nie było zbyt czysto militarnie, autorzy dorzucają jeszcze obślizgły prezent w postaci eksperymentalnych stworzeń. Wyglądają jak czterogłowe węże wyhodowane na zapleczu przez rodzinę Nika. Te stwory pełzają po stacji, wchodzą do wentylacji, rzucają się na ludzi i w idealnym świecie powinny zająć centralne miejsce. Ostatecznie są tylko jednym z wielu kół zębatych w tej machinie fabularnej. Dużo mocniej działa na mnie motyw tunelu czasoprzestrzennego i szalonej koncepcji dwóch wersji tych samych bohaterów, które zderzają się ze sobą przy manipulacji przy rdzeniu Heimdall i cząstce Gemina.
Format fabuły przestał już zaskakiwać
Cały numer z zapisem historii jako zbioru akt, logów, transkrypcji, zrzutów monitoringu i notatek już znam i tu właśnie czuć największą utratę świeżości. W “Illuminae” przewracanie stron było przygodą samą w sobie. Co chwila trafiałem na eksperyment wizualny, który rozwalał mi głowę pomysłowością. W “Gemina” ten sam trik wraca jako stały element repertuaru. Nadal cieszą mnie szkicownik Hanny, pełen rysunków i komentarzy, w którym z czasem pojawiają się plamki krwi. Mam jednak wrażenie, że proporcje przesunęły się w stronę długich transkrypcji nagrań wideo i chwilami to już nie bawi, tylko męczy.
Syndrom drugiego tomu, którego nie da się oszukać
“Gemina” cierpi na klasyczną przypadłość środkowej części trylogii, która musi utrzymać tempo, ale nie może rozwalić planszy za szybko. Akcja jest intensywna, stawka globalna, bohaterowie biegają, strzelają, kombinują z fizyką. Jednocześnie jest we mnie poczucie, że oglądam wariację na temat tego, co już znałem, tylko ubrano to w nowe charaktery i inny setting. Kibicowałem Hannie, Nikowi i znakomitej Eli, która robi za cyfrową mózgownicę całej operacji, lecz emocjonalnie już nie przechodzę tego samego szoku co przy pierwszym tomie. Raczej świadomie rejestruję kolejne twisty i odhaczam je w głowie.
Czy kupię trzeci tom pt. “Obsidio”, który ukaże się za parę miesięcy? Na pewno kupię, choćby dla zachowania kompletnej kolekcji. Czy mnie jednak ten trzeci tom zaskoczy? To się dopiero okaże.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.