Myślałem, że to zwykłe romantasy. “Na krwawych skrzydłach” skręca w inny, ciekawy nurt. Recenzja książki

Recenzja książki Na krwawych skrzydłach

Medra Pendragon wpadła mi do głowy z hukiem i nie chce z niej wyjść – a Na krwawych skrzydłach okazało się dokładnie tym rodzajem fantastyki, który czytam w nocy „tylko jeszcze jedną stronę”… i nagle jest druga w nocy.

Akademia jak pole minowe

Bloodwing Academy nie jest szkołą, do której chciałbym trafić nawet w najgorszym koszmarze. To miejsce, gdzie krew jest walutą, władza jest narkotykiem, a każdy błąd ma cenę wyższą niż kilka jedynek w dzienniku. Wrzucenie pół-fae, ostatniej z rodu smoczych jeźdźców, pomiędzy wysoko urodzone wampiry brzmi jak eksperyment społeczny, a nie plan na spokojną edukację. Śledząc Medrę, czułem nie tyle szkolny klimat, co napięcie areny, na której wszyscy grają va bank, a regulamin służy głównie do tego, by znaleźć na kogoś haka.

Najmocniej działało na mnie poczucie, że ta akademia oddycha wrogością. Korytarze, które aż lepią się od sekretów, pojedynki, które bardziej przypominają rytualne polowanie niż zdrową rywalizację, sojusze zawierane szeptem przy kielichu krwi. To jedno z tych miejsc, gdzie od pierwszej sceny masz wrażenie, że ktoś cię obserwuje zza ramienia i tylko czeka, aż się potkniesz.

Recenzja powstała dzięki współpracy z księgarnią Tantis.pl, gdzie można zamówić m.in. książki fantasy. Na końcu recenzji znajduje się link do zakupu książki.
Logo Tantis.pl

Partner wpisu.

Medra: księżniczka, jeźdźczyni, obca

Medra Pendragon to bohaterka, którą bardzo szybko zacząłem traktować jak znajomą, której chce się co kilka stron powiedzieć: „dobrze, że jeszcze się nie poddałaś”. Jest jednocześnie księżniczką Camelotu, potężną fae, ostatnią z rodu smoczych jeźdźców i… dziewczyną, którą wrzucono w świat, w którym jej krew jest atutem, a tożsamość problemem.

Najciekawsze w Medrze jest to, jak desperacko próbuje zachować kontrolę, gdy wszystko sprzysięga się, by jej ją odebrać. Jej więź z matką, podszyta krwią i magią, bardziej przypomina łańcuch niż delikatną nić. Im więcej o niej wiemy, tym wyraźniej czuć, że każdy wybór Medry odbija się echem w czymś o wiele większym. Dla mnie to nie jest kolejna silna bohaterka z katalogu, tylko ktoś, kto siłą woli skleja się z kawałków, które inni próbowali rozerwać.

Blake Drakharrow: trucizna czy antidotum

Blake pojawia się jak uosobienie wszystkiego, czego w tej akademii nie znoszę. Zimny, pewny siebie, przekonany o swoim miejscu na szczycie hierarchii. Od pierwszej chwili między nim a Medrą dzieje się coś niebezpiecznie elektrycznego. Nie sympatia, nie od razu nienawiść, raczej ta specyficzna iskra, przy której człowiek automatycznie prostuje plecy. To tak zwane “enemies to lovers”. Ale takie, które nie próbuje udawać przyjaźni przebranej za przekomarzanki, tylko bezczelnie pokazuje, że tu stawką jest nie serce, tylko przetrwanie.

Ich przymusowe zaręczyny to nie romantyczny trop, który ma rozpuścić czytelnika, tylko pięść, która zaciska się powoli. W momentach, gdy Blake zachowuje się po ludzku, naprawdę musiałem się pilnować, żeby nie zapomnieć, jaką ma pozycję, ile ma krwi na rękach i jak bardzo ta relacja jest naznaczona przemocą systemu. Właśnie ta mieszanka pożądania, gniewu, lojalności wykręconej do granic sprawia, że ich scena nigdy nie są obojętne, nawet kiedy chciałoby się nimi potrząsnąć.

Krew, próby i cena przetrwania

W pewnym momencie książki poczułem, że to, co dzieje się w Bloodwing, przekracza ramy niebezpiecznej szkoły i zaczyna przypominać krwawy eksperyment na lojalności. Próby dla liderów domów, brutalne wyzwania, w których przegrywa się czasem życiem, czasem człowieczeństwem, to sekwencje, po których trudno wrócić do spokojnego czytania jeszcze jednego rozdziału przy herbatce. Moment, w którym Medra zostaje zmuszona do uśmiercenia przyjaciela, żeby oszczędzić mu gorszego losu to punkt, w którym książka wbija kolce głębiej, niż obiecuje lekki klimat romantasy.

Ta historia nieustannie testuje granice tego, co bohaterowie są w stanie zrobić dla dobra sprawy albo dla ukochanej osoby. Blake, który sięga po krew Medry i ich nierozerwalną więź jako tarczę, jednocześnie staje się kimś, kto pogłębia jej uwięzienie, nawet gdy chce ją ochronić. To jest ten rodzaj scen, po których odkładam książkę na chwilę, patrzę w ścianę i pytam sam siebie:

Okej, a co ja bym zrobił na ich miejscu?

Smok, który wcale nie śpi

Najbardziej fascynowała mnie w tej powieści obecność smoków, których… nie ma. Świat oficjalnie funkcjonuje bez nich, a jednak cała konstrukcja Bloodwing Academy, pozycja Medry i obsesja wampirów wokół jej osoby krąży wokół czegoś, co przypomina echo dawnej smoczej potęgi. To trochę tak, jakby cały system był zbudowany na grobie dawnego świata, którego kości wciąż wystają spod ziemi i wchodzą wszystkim w drogę.

Ten smoczy cień sprawia, że każde wspomnienie, każda aluzja do dawnych jeźdźców ma wagę obietnicy. Nawet kiedy autorka dorzuca typowe dla gatunku elementy: akademia, próby, krwawe intrygi, w tle szumi coś starszego, bardziej pierwotnego. Jako czytelnik czułem, że dopiero dotykamy powierzchni mitologii tego świata i że w kolejnych częściach to wcale nie wampiry będą najgroźniejsze.

Mieszanka smaków od Camelotu po mrok akademii

“Na krwawych skrzydłach to fantastyka”, która bez wstydu czerpie z tego, co kochają współcześni czytelnicy: akademia z krwawymi zasadami, magia, wampiry, fae, a do tego cień arturiańskiej legendy. Zderzenie Camelotu ze szkołą dla wampirzej arystokracji działa zaskakująco świeżo, właśnie dlatego, że nie próbuje być subtelne. To jest świat, który stawia na emocje. Od śmiechu przy uszczypliwych dialogach, po zaciśnięte gardło przy scenach, gdy krew leje się za bardzo.

Czy czuć inspiracje innymi tytułami z nurtu romantasy i akademii dla wybranych? Jak najbardziej. Z tą różnicą, że tempo, intensywność relacji i wyczuwalna przyjemność autorki w mieszaniu smoków, wampirów i fae tworzą miks, który czyta się jak guilty pleasure z sercem po właściwej stronie. Dla mnie to jedna z tych książek, przy których nie analizuje się co stronę, na ile coś jest oryginalne, tylko po prostu pozwala się, żeby historia wzięła cię za fraki.

Moja opinia o książce “Na krwawych skrzydłach”

Jeśli lubisz historie, w których romans jest powolnym spalaniem, pełnym napięcia i gry spojrzeń, a nie serduszek, które spadają z nieba, poczujesz się tutaj jak w domu. Jeżeli cenisz świat, w którym krew ma realną cenę, a bohaterowie płacą za swoje decyzje czymś więcej niż krótkim fochem, to “Na krwawych skrzydłach” ma wszystko, czego potrzeba.

Tutaj kupisz książkę:

“Na krwawych skrzydłach”


Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

122
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod do Legimi i BookBeat dla Ciebie💚