“Tajemnica tajemnic” – Dan Brown z szóstym tomem intrygujących zagadek. Recenzja książki

Recenzja książki Tajemnica tajemnic - Dan Brown

“Tajemnica tajemnic” to powrót Dana Browna do formy, którą zna się po kilku stronach. Intelektualny thriller, gęsty od symboli, kodów i pytań o to, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Tyle że tym razem zamiast słonecznej Italii czy futurystycznej Barcelony dostajemy mroczną Pragę. Mamy też eksperymenty na granicy nauki i metafizyki oraz Roberta Langdona wplątanego w pościg, w którym stawką jest życie jego partnerki i definicja ludzkiej świadomości.

Recenzja powstała dzięki współpracy z księgarnią Tantis.pl, gdzie można zamówić m.in. kryminały. Na końcu recenzji znajduje się link do zakupu książki.
Logo Tantis.pl

Partner wpisu.

Praga, Langdon i rękopis

Punkt wyjścia wydaje się prosty. Robert Langdon przyjeżdża do Pragi na wykład Katherine Solomon, wybitnej badaczki świadomości, a jednocześnie jego partnerki. Chwilę później wykładu już nie ma, Katherine znika, a jedyny egzemplarz jej przełomowego rękopisu zostaje skradziony. To uruchamia wyścig po ulicach i podziemiach miasta, w którym miesza się CIA, amerykańska ambasada oraz tajemnicza postać w glinianej masce. Od tego momentu miałem wrażenie, że ktoś nagle zgasił światło i zostawił mnie w labiryncie, w którym każdy korytarz jest opatrzony innym symbolem i żadnemu nie da się w pełni zaufać.

Nauka, śmierć i to, co pomiędzy

Dan Brown bawi się noetyką i badaniami nad świadomością jak dziecko nową układanką. Ale układ ten jest zrobiony z bardzo ostrych elementów. Katherine prowadzi eksperymenty, które mają uchwycić moment przejścia pomiędzy życiem a tym, co nieuchwytne. Wokół jej odkryć krążą rządowe agencje i różne organizacje. Dla nich to przede wszystkim narzędzie kontroli, a nie droga do zrozumienia człowieka. Jako czytelnik czułem narastający dyskomfort. Brown co chwila podsuwa myśl, że jeśli ktoś naprawdę nauczy się mierzyć świadomość, pytanie o to, co dalej z duszą, przestanie należeć do filozofów. Stanie się polem walki politycznej.

Miasto jako żywy kod

Praga w tej powieści to integralny element zagadki. Miasto zbudowane z warstw symboli, rytuałów i sekretnych stowarzyszeń. Langdon czyta fasady kościołów, układ ulic i detale rzeźb jak otwartą księgę. Brown konsekwentnie przypomina, że każdy ornament może być wskazówką. Każda figura anioła staje się jednocześnie strażnikiem i znakiem ostrzegawczym. Podobało mi się to, że miasto oddycha historią, ale nie jest muzeum. Jest przestrzenią, w której zderzają się stare mitologie i nowe technologie, jakby barokowe sklepienia próbowały nadążyć za wykresami fal mózgowych.

Symbole, organizacje i realizm “na słowo”

Autor po raz kolejny zapewnia, że wszystkie dzieła sztuki, organizacje i dokumenty opisane w książce istnieją naprawdę, a użyte symbole i rytuały można znaleźć w realnych źródłach. Ten chwyt działa na wyobraźnię, bo zaczynasz sprawdzać w głowie, ile z tej układanki mógłbyś zweryfikować samodzielnie, a ile akceptujesz z przyjemną naiwnością typowego fana teorii spiskowych. Zastanawiałem się jednak momentami, jak daleko można się posunąć, mówiąc, że eksperymenty i technologie są “realistyczne”. Ich konsekwencje brzmią jak zaproszenie do globalnej walki o definicję człowieczeństwa.

Tempo, struktura i stary dobry Dan Brown

Po kilku latach przerwy od “Początku” (2017) widać, że Brown nie stracił ani ręki do cliffhangerów, ani upodobania do rozdziałów kończących się w momencie, gdy najchętniej rzuciłbym zakładkę w kąt. Struktura jest przewidywalna tylko na poziomie konstrukcji, bo fabuła raz pędzi jak thriller szpiegowski. Zwalnia tylko żeby wrzucić dłuższy fragment rozważań o świadomości, śmierci i granicach naukowego eksperymentu. To właśnie te przystanki filozoficzne najmocniej mnie wciągały. Miałem wrażenie, że autor bardziej świadomie niż wcześniej mierzy się z pytaniem, czy człowiek to tylko dane, które można zapisać i zarchiwizować.

Czy to wciąż “ten” Langdon?

Szósty tom cyklu sprawia, że trudno nie porównywać Langdona z jego młodszym, dawno poznanym sobowtórem z “Kodu Leonarda da Vinci” czy “Aniołów i demonów”. Tu czuć, że bohater jest starszy, bardziej zmęczony i mniej skory do prostych zachwytów. Jego relacja z Katherine dodaje historii osobistej stawki, której wcześniej trochę mi brakowało. Jednocześnie Langdon wciąż pozostaje przewodnikiem po symbolach świata, a nie superbohaterem, co w tym mroczniejszym, bardziej naukowym kontekście działa zaskakująco odświeżająco.

Czy warto polecić “Tajemnica tajemnic”?

Jeśli Dan Brown kojarzy Ci się z weekendowym czytadłem, które można wrzucić do plecaka i “po prostu połknąć”, tutaj dostajesz coś bardziej złożonego, choć nadal przystępnego. To kryminał dla czytelnika, który lubi zabawę kodami i mitologią, ale jednocześnie nie boi się, że thriller zacznie mu zadawać niewygodne pytania o to, czym właściwie jest umysł i kto powinien mieć dostęp do jego tajemnic. Jeśli szukasz historii, która łączy klimat starych powieści o Langdonie z aktualnymi lękami związanymi z nauką, technologią i politycznym wykorzystaniem badań nad świadomością, “Tajemnica tajemnic” bardzo mocno o to miejsce powalczy.

Tutaj kupisz książkę “Tajemnica tajemnic”


Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

425
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod: 30 dni Legimi, 45 dni BookBeat 💚