
Siadając z najnowszym albumem Dżemu zatytułowanym “Sobie potrzebni” czułem szybsze bicie serca. Wejście w kolejny etap historii zespołu z Sebastianem Riedlem przy mikrofonie budziło gigantyczne oczekiwania. Słychać tutaj potężny szacunek do dziedzictwa grupy połączony ze świeżą energią doskonałego wokalisty.
Ciężar prawdziwych uczuć
Zapomnij o lekkich i radosnych hitach. Dostajemy za to potężny ładunek emocjonalny, bardzo poważny nastrój i wspaniałe teksty dotykające samotności oraz ludzkiej solidarności. Syn legendarnego Ryśka fantastycznie sprawdza się w tym mrocznym klimacie również jako kompozytor oraz niesamowicie sprawny gitarzysta.
Tytułowa dawka melancholii
Tytułowy utwór “Sobie potrzebni” momentalnie chwycił mnie za gardło swoim niesamowitym nastrojem. Bezgranicznie wierzę wokaliście w każde wyśpiewane słowo o długim powrocie do życia. Ten konkretny kawałek jest przytłaczający, ale ostatecznie wnosi w serce słuchacza mnóstwo ciepłego światła.
Kunszt genialnych muzyków
W tle genialnie maluje swoimi dźwiękami znakomity Jerzy Styczyński. Jego mistrzowska solówka to absolutny majstersztyk. Trzecią gitarą cudownie barwi całość Adam Otręba, a klawisze Janusza Borzuckiego otulają świetnie punktującą sekcję rytmiczną Bena Otręby i Zbyszka Szczerbińskiego.
Rockowy żywioł i kontrasty
Ten wspaniały materiał potrafi mocno zaskoczyć niesamowitymi zestawieniami, gdzie obok podniosłej ballady “Dusza” usłyszycie motoryczne boogie w utworze “Amulet”. Kawałek “Idzie lepsze” to ostra rockowa petarda.
Jednego utworu nie potrafię przerwać słuchać – “Sobie potrzebni”
Kiedy po raz dziesiąty z rzędu odpalam utwór “Sobie potrzebni”, to najpierw łapię się na tym, że słucham wokalu niemal jak rozmowy w cztery oczy, bez udawania twardziela. Ta muzyka nie bawi się w ozdobniki, tylko uderza w temat relacji, samotności i tego, że człowiek jednak bywa drugiemu potrzebny, nawet jeśli głośno tego nie mówi. I właśnie dlatego wracam do niego od razu drugi raz, potem trzeci, dziesiąty. Bo za pierwszym podejściem łapię sens, a za drugim zaczynam wyłapywać emocje między wersami i to mnie zwyczajnie rozbraja.
A potem puszczam “Idzie lepsze” i mam ochotę podkręcić głośność o dwa oczka, bo tu napięcie pracuje inaczej. To jest ten moment na płycie, kiedy zamiast stać w miejscu, czujesz w barkach ruch, w nogach impuls, a w głowie myśl, że jednak można się pozbierać i iść dalej, nawet jeśli przed chwilą było ciężko. Obejrzałem też oficjalny klip i lubię to, że można sobie dopiąć ten utwór obrazem, a potem wrócić tylko do dźwięku i sprawdzić, czy nadal działa tak samo mocno.
Gdzie kupić płytę “Sobie potrzebni”?
Sprawdź ceny na Ceneo:
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.
