
“Syndrom oszusta” Jill Stoddard czyta się jak rozmowę z kimś, kto zna wszystkie twoje sztuczki obronne, a mimo to nadal traktuje cię serio. Autorka jest psycholożką, pracuje z lękiem i perfekcjonizmem, więc bardzo dobrze widzi, jak potrafimy podcinać sobie skrzydła w pracy, relacjach i codziennych wyborach.
Najciekawsze jest to, że nie próbuje wmówić czytelnikowi, że ma naprawić swoje emocje, tylko pokazuje, jak żyć przy pełnej świadomości wątpliwości. W mojej głowie bardzo to rezonowało z tym momentem, kiedy stoję nad kartonem puzzli, widzę tysiąc elementów i mam absolutną pewność, że tym razem to już za trudne, a kończę z ułożonym obrazkiem i lekkim poczuciem wstydu, że znowu uwierzyłem pierwszej katastroficznej myśli.
Jak Jill Stoddard opisuje syndrom oszusta?
Autorka rozkłada to doświadczenie na nawykowe wzorce myślenia: ciągłe umniejszanie osiągnięć, przypisywanie sukcesów przypadkowi, wstyd przed proszeniem o pomoc, kompulsywne przygotowywanie się do najdrobniejszych zadań. Pojawia się też słynny impostoryzm rozumiany jako styl reagowania, a nie osobowość przypisana na zawsze.
Wiele przykładów dotyczy ludzi, którzy z zewnątrz wyglądają na ogarniętych: naukowców, specjalistów, osób na wysokich stanowiskach, które żyją w stałym napięciu, że za chwilę ktoś odkryje, że tak naprawdę się nie znają. To wcale nie jest patologia zarezerwowana dla wiecznie niepewnych siebie. Wręcz przeciwnie, często dotyka tych, którzy obiektywnie mają imponujące wyniki.
Taki lęk spotyka się z codziennością
Czytając “Syndrom oszusta”, miałem przed oczami kilka własnych scen. Pracowałem wiele lat fizycznie na taśmie produkcyjnej. W głowie miałem zdanie wbite jak gwóźdź: “praca w IT przy biurku jest dla mądrzejszych, z lepszym startem, z innym życiorysem”. Jedna decyzja, pierwszy projekt, potem kolejne zlecenie i nagle okazuje się, że umysł nadal twierdzi swoje, mimo dowodów stojących w opozycji. To dokładnie ten rozdźwięk, o którym pisze autorka. Ja na szczęście nie uwierzyłem swojemu wewnętrznemu oszustowi i dałem swojemu życiu szansę. Do dziś jestem sobie wdzięczny za nie posłuchanie swoich blokad.
Podobnie jest z relacjami. Przez lata podoba ci się ktoś, kto wydaje się z innej planety. Uroda, charyzma, to “coś”, co automatycznie wrzuca cię w rolę widza, maksymalnie kolegi z ławki. Syndrom oszusta potrafi sprawić, że nie chodzi tylko o brak pewności siebie, ale równocześnie o przekonanie, że gdyby ta osoba zobaczyła cię od środka, natychmiast spadłaby z krzesła ze śmiechu. A potem przychodzi ten jeden moment, kiedy rzeczywistość brutalnie przeczy temu scenariuszowi i nagle widać, że największą barierą było własne wyobrażenie o sobie.
Do tego dochodzi praca. Nowe zlecenie, zakres, którego jeszcze nie ogarniasz. Dawny odruch:
To nie dla mnie,
znajdą kogoś kompetentniejszego.
Obecny odruch: najpierw sprawdzić, czy da się tego nauczyć w rozsądnym czasie, dopiero potem ewentualnie powiedzieć “nie”. Dokładnie takiego przesunięcia w myśleniu szuka Stoddard: od automatycznego wycofania do sprawdzenia, jakie realne mamy zasoby.
Co Jill Stoddard proponuje zamiast samooskarżeń?
Najmocniejsza część książki dotyczy wartości i elastyczności psychologicznej. Zamiast polowania na chwilę, w której przestaniemy czuć niepokój, autorka proponuje, żeby zapytać, co jest naprawdę ważne, a potem postępować zgodnie z odpowiedzią, nawet gdy umysł krzyczy, że się skompromitujemy.
To bardzo konkretne: rozmowa o podwyżce, wysłanie oferty do klienta, którego podziwiasz, publikacja tekstu, który wydaje się “za osobisty” albo “za błahy”. Stoddard zachęca, żeby przestać traktować takie momenty jako test własnej wartości, a zacząć jako praktykę życia po swojemu, mimo obecności wątpliwości. Emocje nie są tu szefem, co najwyżej głośnym komentatorem na widowni.
Książka psychologiczna, która usuwa krytyczne myślenie o sobie
“Syndrom Oszusta. Jak nie podkopywać wiary we własne możliwości” daje język do opisania sytuacji, które wcześniej rozchodziły się po kościach jako prywatny wstyd. Zamiast kolejnego poradnika o “budowaniu pewności siebie” dostajemy opowieść o tym, jak działa umysł, kiedy próbujemy uciec przed złudnym uczuciem bycia niewystarczającym, i jak można stopniowo wracać do działań, które mają dla nas znaczenie.
Dla kogoś, kto układa puzzle z przekonaniem, że “i tak się nie uda”, zmienia branżę wbrew wewnętrznemu krytykowi, odważa się na relację z osobą, którą kiedyś stawiał na piedestale, albo bierze zlecenia, do których dopiero musi dorosnąć, ta książka będzie nieprzyjemnie celna. I właśnie dlatego działa. Konfrontuje z najbardziej intymnymi wątpliwościami, ale robi to z taką ilością zrozumienia, że ma się ochotę przestać traktować siebie jak oszusta, który przypadkiem zabłądził w czyjeś życie, a zacząć jak ktoś, kto ma pełne prawo być tam, gdzie jest.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.