Zwardoń, Milówka i Jezioro Żywieckie – jak kapryśna pogoda zmieniła mój plan w Beskidach
Wybranie wolnego dnia w środku tygodnia na wyjazd w Beskidy to rozsądne posunięcie. W weekendy pociągi bywają tak zatłoczone, że znalezienie wolnego miejsca na rower w wagonie graniczy z cudem. Moja trasa miała zacząć się tuż przy granicy polsko-czeskiej w Zwardoniu, a kończyć w Żywcu po okrążeniu pętli na Jeziorze Żywieckim.
Wpis ten jest relacją z mojej trasy. Udostępniam też mapę do pobrania w formacie GPX, lub do uruchomienia bezpośrednio w mapach. Aby przejść od razu do mapy, kliknij TUTAJ.
Plan wyglądał na prosty i przyjemny. Zakładał rekreacyjną jazdę z pięknymi, górskimi widokami, w otoczeniu gęstego, wysokiego lasu. Liczyłem też na spotkanie leśnej zwierzyny, której w tych rejonach nie brakuje. To był też kolejny test roweru Ecobike RX 500 SUV w beskidzkich warunkach.
Oberwanie chmury nad Milówką
Prognozy pogody zapowiadały suche i słoneczne 26 stopni Celsjusza. Niestety, rzeczywistość zweryfikowała te obietnice bardzo szybko. Już w Zwardoniu czarna, gęsta chmura wisząca na niebie wzbudziła mój niepokój.
Prawdziwy armagedon dopadł mnie w okolicach Milówki. Nad drogą dosłownie oberwało chmurę. Deszcz zaczął walić tak grubymi i gęstymi kroplami, że przez szybkę kasku prawie nic nie widziałem.
Przez kilka kilometrów pędziłem przed siebie, walcząc z silną burzą. Znajdowałem się w trudnej sytuacji. Wokół ciągnęła się tylko długa, pusta droga otoczona lasem. Każdy wie, czym grozi szukanie schronienia pod drzewami podczas wyładowań atmosferycznych.
Nie miałem wyboru, musiałem jechać dalej ile sił w nogach. Gęsty deszcz walił w kask, a na horyzoncie coraz bardziej błyskało. Szukałem jakiegokolwiek bezpiecznego schronienia: domu, wiaty, mostu lub jakiejkolwiek stałej konstrukcji.

Moje GoPro nagrało najgorszy z fragmentów trasy. Byłem cały przemoknięty. Krople zimne jak opiłki żelaza. Co parę sekund błyskało, a ja na oślep pędziłem przez drogę pełną dziur i pułapek. Ja niewiele widziałem, na szczęście GoPro ma korektę obrazu i pokazało nagranie “oszlifowane”.
Przymusowy postój na stacji benzynowej
Po paru kilometrach intensywnego sprinterskiego wysiłku na rowerze zauważyłem stację samochodów spalinowych. To było idealne miejsce, żeby przeczekać najgorsze. Schowałem się pod bezpiecznym dachem i zamówiłem ciepły posiłek, żeby zregenerować siły.
Choć burza po pewnym czasie ustała, to jednostajny, gęsty deszcz nadal nie odpuszczał. To był moment, w którym poważnie rozważałem zakończenie tej eskapady. Bliskość dworca kolejowego kusiła opcją ewakuacji i powrotu pociągiem do Katowic w całkowicie przemoczonych ubraniach.
Sam nie wiem, co dokładnie zadecydowało, ale coś podpowiedziało mi, żebym się nie poddawał. Postanowiłem przeczekać te trudne chwile i ocenić sytuację na spokojnie. Czas uciekał bezlitośnie i stał się moim głównym przeciwnikiem. Przez ten przymusowy postój moja rezerwacja w muzeum Browaru Żywiec bezpowrotnie przepadła. Wiedziałem już, że nie zdołam dojechać do Żywca w zakładanym czasie.

Nie rozumiem górskiej pogody. Godzinę później nie było śladu po groźnej ulewie, a niebo ponownie się rozjaśniło.
Nagła zmiana warunków o 180 stopni
Wtedy wydarzył się niespodziewany zwrot akcji. Po długim wyczekiwaniu na koniec ulewy, zza chmur wyjrzało słońce. Zaczęło świecić tak intensywnie, że aż radośnie raziło w oczy.
Warunki pogodowe zmieniły się całkowicie. Pojawiło się upragnione, wysokie ciepło. Ruszyłem w dalszą drogę, a moja koszulka wyschła w 100 procentach pod wpływem pędu powietrza i promieni słonecznych. Poczułem ogromną satysfakcję, że nie zrezygnowałem zbyt pochopnie z tej wyprawy.
Regenerujący odpoczynek w Węgierskiej Górce
Wszystkie negatywne emocje i zmęczenie związane z ulewą zniknęły, kiedy dotarłem do Węgierskiej Górki. Bardzo lubię tę miejscowość. Moim ulubionym punktem jest tamtejsza tama nad Sołą. Kojący szum płynącej wody skutecznie zagłuszył w mojej pamięci niedawne grzmoty piorunów.
Węgierska Górka stanowi ważny punkt na rowerowej mapie regionu, krzyżując się z trasą Velo Soła. Choć nie jechałem tym szlakiem od samego początku, czyli od Rajczy, to zaplanowałem dołączenie do niego właśnie na tym odcinku. To był świetny wybór.
Obierając kierunek na Jezioro Żywieckie
Kolejnym dużym wyzwaniem i celem mojej trasy było Jezioro Żywieckie. Plan zakładał przejechanie wzdłuż brzegu, a następnie skierowanie się na dworzec kolejowy w Żywcu, skąd zamierzałem złapać pociąg powrotny.
Łącznie przejechałem 63 kilometry. Poniżej załączam mapę oraz plik GPX do pobrania, który możesz wykorzystać do planowania własnej trasy.
Podczas jazdy w stronę jeziora wciąż wracały do mnie myśli o niezrealizowanym punkcie programu, jakim jest muzeum Browaru Żywiec. Szkoda, że ulewa pokrzyżowała te plany. Z drugiej strony, mam teraz doskonały powód, by wrócić w te rejony przy bardziej stabilnej aurze, bez przymusowych przestojów.
Mapa trasy do pobrania
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.




