Temat bloga na topie: Co to jest fleksitarianizm?

2020 – to był bardzo dobry rok. Podsumowanie na kilku przykładach, plus parę minusów

Marcin Kamyk Kamiński

2020 to był kolejny z rzędu najlepszy rok. W sumie to u mnie każdy jest lepszy od poprzedniego. Mimo słuchania u wielu osób niezbyt dobrych opinii o 2020, jestem innego od nich zdania, ponieważ to był najlepszy rok w historii, który mógł tak wiele nas czegoś nauczyć. Mam nadzieję, że dzięki 2020 każdy wyciągnął maksymalnie dużo wniosków i sporo nowego się nauczył.

Kto nie wyniósł z tego roku pozytywnej nauki,
ten nie zasługuje na przyszłość,
bo i tak ją zmarnuje
– Kamyk

Kiedy każdy narzeka na mijający rok 2020, ja w każdej sytuacji znajduję tę dobrą stronę. To, jak traktujemy to, co przeżyliśmy w swoim życiu, zależy od osobowości i charakteru. Może to dlatego, że jestem osobą otwartą na nowe doznania i wiedzę, potrafię inteligentnie wyciągnąć dobre wnioski.

Dla uproszczenia, na potrzeby tego akapitu, można wyodrębnić dwa typy ludzi:

  1. ci, którzy narzekają na wszystko i liczą na los
  2. ci, którzy każdą sytuację traktują jako nowe doświadczenie

Jaki dla ludzi na całym świecie był rok 2020 zależy głównie od jednej z tych dwóch cech ludzkich. A dokładnie od postrzegania jego.

Każdy robi sobie nudne podsumowania roku. Zrobię także i ja.

Przekonałem się, że z komarami nie ma żartów 🙂

Jeszcze nigdy, jak minionego lata, nie było tylu komarów, które nawet odstraszaczy się nie bały. Bywały dni, w których mogło się wydawać, że akcja #zostanwdomu dotyczyła właśnie plagi komarów. Dopiero jesień przyniosła ulgę, kiedy te owady dały spokój. Lato 2020 zdecydowanie zapamiętam jako lato z komarami. Lubię wieczorną jazdę na rowerze i las, a to właśnie wieczorem te małe owady werbowały swoje siły, by sobie dziobać ile sił w trąbkach.

Pozostawienie otwartego okna w mieszkaniu wieczorem oznaczało jedno: zjedzcie moje ręce i nogi, gdy będę spał i nie mógł się przed wami obronić 🙂

Zobacz wpis jak sobie radziłem z komarami:

Moja walka z komarami – ZOBACZ

Przejście w 100% na home office to krok ku lepszemu

Home office to zdecydowanie najlepszy dla mnie sposób wykonywania pracy, z dala od ludzkiego mrowiska. W ciszy, spokoju, w komfortowym pokoju i na bardzo dobrym sprzęcie. Lubię ludzi, z którymi pracuję, ale przede wszystkim cenię sobie wydajność. A skoro wymaga się dużej efektywności w szybkim czasie, to nie czas na pogaduszki w biurowej kuchni przy kawie 😉

Kawę mogę zrobić sobie w domu. Dokładnie taką, jaką lubię (nie z marketu). Z ludźmi mogę sobie pogadać, ale online – wtedy nie będzie tylu nieproduktywnych przerw jak w biurze, gdzie jak ktoś zawoła, to nie wypada nie oderwać się od pracy.

O zaletach pracy na home office napisałem pełny wpis, więc nie będę się tu za bardzo rozpisywał:

Zalety home office – ZOBACZ

Nauczyłem się, że jak będę chciał poszukać największej liczby debili, to znajdę ich w przede wszystkim w internecie

XXI wiek (już jedna piąta tego wieku upłynęła). Prawie nieograniczony rozwój dostępu do wiarygodnych i oficjalnych informacji. Rozwój nauki i medycyny. Rozwój technologii. A mimo to z podziemia internetu wypełzają takie bździochy o randomowym imieniu typu Janusz lub Auerlia, które będą fukać na szczepionki, ponieważ się gdzieś na ściekowych stronach fake newsowych (albo filmikach YT z żółtymi napisami) naczytali głupot wykreowanych typowo pod ludzi mało inteligentnych. Z moich obserwacji wynika, że są to głównie osoby, które w swoich zdjęciach profilowych afiszują się emblematami Konfederacji. To sprawiło, że teraz każdego konfederastę przestałem traktować poważnie.

Zapomniałem o fanach Edyty Górniak i Jerzego Z.

Rok 2020 przyniósł nam również wysyp nowych głupków krzyczących swoimi pokrzywionymi głowami, że ich internet pozabija z powodu 5G i że im cycki przestały rosnąć i świecą w nocy między trzecią dwadzieścia a piątą dwanaście rano. Aha, i że im taborety gwiżdżą discopolo i telepatycznie wysyłają tę muzykę do mózgów. Foliowa czapeczka podobno ma ich chronić.

Zobacz jeden z najdłuższych moich tekstów, który wyśmiewa ludzką głupotę:

Najgłupsze teorie spiskowe o Covid-19

Jak widać, debili w internecie nie brakuje. To oni obrzydzają czas spędzony na Facebooku. Nie wspomnę o czytaniu “komentarzy” w nurtowych portalach – tam można naprawdę nieźle pośmiać się z tych chorych umysłowo zombie.

Na szczęście na Facebooku istnieje opcja “zablokuj”, a komentarze na portalach przez takich “przebudzonych” zjebów już prawie każdy pomija.

Uwolnienie się od toksycznych znajomości

Porządki w znajomych, zarówno w realu, jak i online, pozwoliły mi skupić się na jakości relacji, zamiast na udawaniu bycia uprzejmym. Przyznam szczerze, że w czasie lockdownu wcale nie brakowało mi tak bardzo spotkań na żywo z bliskimi. Może dlatego, że bycie introwertykiem pozwala traktować dystans jako coś zupełnie naturalnego.

Tak samo uświadomiłem sobie, że internet to najgorsze miejsce, w jakim można przebywać. Serio 🙂 Pełno tu płaskoziemców, konkursowiczów, żebrolajkowców, bobków narzekających na nowy wygląd Facebooka, a nawet na reklamy Media Expert, które hejtują pisząc z komputera lub laptopa kupionego w tym właśnie markecie.

Nie żal mi znajomych, którzy w minionym roku za mocno odpłynęli na foliarskim haju. U mnie była krótka piłka. Gdy zauważyłem, że znajomy wspomina coś, że od szczepionki rośnie osiem głów, że Gilbejc pozabija im dzieci i wyrucha telepatycznie żonę, że to wszystko światowy spisek, żeby mieć kontrolę nad ich siusiakami i chorym mózgiem – bez żalu kończę nawet wieloletnie znajomości z takimi osobami.

Kilka długich urlopów i dużo wycieczek

Podczas, gdy wielu ludziom pandemia pokrzyżowała plany wycieczek na Marsa lub drugi koniec Planety Ziemia, ja cieszyłem się ze swoich wyjazdów w moje bliskie rejony, których wielu tak nie docenia. “Cudze chwalicie, swego nie znacie” – jest tyle fajnych miejsc do odwiedzenia, które nie wymagają pierdyliona eurogąbek i tygodni przygotowań. Po prostu wsiadałem na rower i jechałem przed siebie. Albo wspólny wypad w rodzinnym gronie, choćby zwiedzić alpaki 🙂 Tak swoją drogą alpaki to zajebiste zwierzaki. Polecam je kiedyś zobaczyć. Taki wyjazd cieszy bardziej, niż w stylu “a bo tyle się naharowałem cały rok w korpo, to teraz muszę za ten hajs kupić 2 tygodniowy pobyt w drogich hotelach koło plaży z przezroczystą wodą i drinkami z taką maluteńką parasolką na szklance”.

W minionym roku naprawdę sporo objeździłem. Niektóre miejsca były zwykłymi miejscami, ale każde z nich miało jakąś szczególną cechę, która sprawiła, że z całą pewnością mogę powiedzieć, że fajnie było.

Gadżeciarstwo nie jest tylko zwykłym kaprysem

Pracując na home office uświadomiłem sobie, jak ważny jest komfort i dobre samopoczucie w domu.

Tak samo takie drobne, codzienne zakupy. Po co odmawiać sobie przyjemności, skoro jest ona przyjemna? Pozbawianie się szansy na przeżywanie przyjemności marnuje kolejną szansę na kolejny uśmiech na twarzy. Nauczyłem się przestać sobie niepotrzebnie odmawiać zakupu przyjemności. Wszak po to się żyje, aby czerpać przyjemność.

Jakie gadżety poprawiły mi nastrój? Przede wszystkim wymiana telewizora na smart tv z Ambilight. Do kompletu dokupiłem pakiet domowego oświetlenia Philips Hue, które sparowałem ze smart tv. Dzięki temu mam całe mieszkanie oświetlone tym, co się aktualnie wyświetla na ekranie. Klimat zajebisty. Poziom zadowolenia z mieszkania w takim pokoju wzrasta w znacznym stopniu. Kolejnym gadżetem, który mi się bardzo przydaje, to kamerka rowerowa GoPro 7. Jakość nagrań tą kamerką przerosła moje oczekiwania.

Gadżet, bez którego nie wyobrażam sobie pracy to m.in klawiatura Logitech K800. Droga, ale cholernie komfortowa i ergonomiczna. A jako że dużo pracuję w godzinach nocnych, jej inteligentne podświetlenie poprawia jakość pracy.

Utwierdziłem się w przekonaniu, że tanie rzeczy są droższe niż te drogie

Dlatego coraz chętniej zacząłem sięgać po produkty lepszej jakości. Klawiatura za 500 złotych, czajnik za kilka stówek, rozszerzone pakiety Premium w wielu “darmowych” usługach (np. oglądanie reklam na YT bez Youtube Premium niszczyło przyjemność oglądania), produkty spożywcze z lepszej półki. Nie wspomnę o zmianie gustu piwowarskiego. Zamiast wątpliwej jakości piw za 4 złote typu Okocim, Warka czy Lech, wolę sięgnąć po jakieś dobre, prawdziwe piwo kraftowe i nie żałować na nie 12-14 złotych.

Jedyne, co się nie zmieniło, to nawyk oszczędzania wody. To cenny surowiec, o który wszyscy na świecie powinniśmy dbać.

Znalazłem nową pasję: piwa kraftowe

Piwa rzemieślnicze polubiłem do tego stopnia, że teraz nie potrafię się napić piw przemysłowych. Między piwami kraftowymi, a tymi produkowanymi na skalę przemysłową, jest ogromna różnica w jakości. Polecam zrobić taki eksperyment: przygotuj sobie trzy puste szklanki. Do pierwszej nalej zwykłe popularne piwo przemysłowe, do drugiej piwo kraftowe, a do trzeciej znowu przemysłowe. Pij je po kolei. Zobaczysz, jakie obrzydzenie wywoła w tobie spróbowanie piwa z trzeciej szklanki, kiedy już poznałeś smak dobrego piwa ze szklanki drugiej.

Moim ulubionym gatunkiem piwa stała się DDH IPA, czyli podwójnie chmielona na zimno India Pale Ale (Double Dry Hopped). Poznałem też przyjemność z degustowania leśnych gatunków piwa (Forrest IPA z Browaru Nepomucen to majstersztyk). Polubiłem również portery oraz stouty. Na moim Instagramie co parę dni możesz zobaczyć nowe piwo, które prezentuję. Odkrywanie nowych smaków to prawdziwa przyjemność dla podniebienia.

Link do mojego IG. Pamiętaj, aby dodać do obserwowanych:

https://www.instagram.com/marcinkaminski_pl/

Przeczytałem dużo książek, ale do rekordu z 2017 roku trochę mi zabrakło

Czytanie książek to moja wielka pasja, na równi z jazdą na rowerze, muzyką glitch i piwami kraftowymi. Od paru lat biorę udział w wyzwaniu 52 książki w 52 tygodnie. Nie zawsze mi się to udaje, a czasami niewiele brakuje do osiągnięcia celu. Zobacz jakie ciekawe tytuły wyhaczyłem w osobnym wpisie:

Książki, które przeczytałem

Jeszcze bardziej straciłem szacunek do kościoła

Od dawna uważam, że wiara w fejkowe postacie, klękanie do nich i mówienie że to moja bardzo wielka wina to jakaś chora bzdura. Dawno przestałem wierzyć w te pierdoły i religia stała mi się obojętna, ale nie było mi obojętne to, w jakie coraz gorsze afery pakuje się kościół. Rok 2020 przelał moją szalę goryczy. Karygodne zachowanie się pracowników kościoła (księża, biskupi itp.) w minionym roku spowodowało, że moje zdanie o kościele zmieniło się ze statusu “złe” na “bardzo złe”. Podziwiam ludzi, którzy nadal chadzają do kościołów za to, jak wiele jeszcze mogą znieść.

Nie potknąłem się o żadną hulajnogę na mieście

W Katowicach, częściej niż w psią kupę, w ostatnich latach można było wdepnąć w porozrzucane w losowych miejscach hulajnogi. Wyjątkiem był 2020. Od razu jakoś tak zyskało się pewniejszy krok 🙂 A tak na poważnie, skoro już o hulajnogach mowa – to uważam, że to jest dobra atrakcja dla miasta (może dzięki temu miasto choć trochę może odetchnąć od samochodów), ale powinni popracować nad systemem ich odstawiania.

Czas na podsumowanie podsumowania

Tak naprawdę nikogo nie interesuje, jakie ktoś ma podsumowania, bo każdy ma własne, ale jako bloger, musiałem to wyrzucić z siebie 😛


Mały kotekSpodobał Ci się wpis pt.:
2020 – to był bardzo dobry rok. Podsumowanie na kilku przykładach, plus parę minusów?
Za każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek :)

Wypowiedz się

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tu wpisz, czym wartościowym chciałbyś się podzielić na temat tego wpisu.
Każdy komentarz jest kierowany do kolejki do moderacji. Wszelkie próby spamu, szerzenie szkodliwych poglądów, obrażanie ludzi lub wchodzenie butami ze słomą są automatycznie odrzucane.

538