
Czasem mam wrażenie, że Polska, kraj o niesamowitej historii i kulturze, zaczyna gubić się w cieniu własnych lęków. Kiedyś byliśmy znani z gościnności, z otwartych ramion dla każdego, kto przekroczył naszą granicę. Dziś coraz częściej słyszę od znajomych z zagranicy, że boją się tu przyjechać. Nie chodzi o pogodę, nie chodzi o ceny. Chodzi o atmosferę, która wisi w powietrzu jak ciężka, duszna mgła. Gdy rozmawiam z kimś, kto odwiedził Polskę kilka lat temu, słyszę zachwyty o jedzeniu, architekturze, serdeczności ludzi. Teraz coraz częściej pojawia się w tych opowieściach nuta niepokoju. Czy to tylko moje wrażenie? Niestety, nie.
Turboprawicowa propaganda i toksyczna narracja. Tak buduje się w ludziach strach
Niepokój ten nie wziął się znikąd. Skrajnie prawicowe media, internetowe trolle i politycy, którzy doskonale wiedzą, jak grać na emocjach, od lat próbują przekonać Polaków, że każdy obcokrajowiec to potencjalne zagrożenie. Słyszę, jak wmawia się ludziom, że przyjezdni przybywają tu, by gwałcić, kraść, burzyć nasz porządek. To nie jest zwykła retoryka. To jest propaganda, która sączy się powoli, kropla po kropli, aż zaczyna zatruwać nawet najbardziej otwarte umysły. Zastanawiam się, ile jeszcze potrzeba czasu, byśmy całkowicie zatracili zdolność do odróżniania faktów od wyobrażeń.
Nie mogę przejść obojętnie obok tego, jak bardzo te narracje wpływają na naszą reputację na świecie. Polska przestaje być miejscem, do którego chce się wracać. Turysta, który raz poczuje się tu niechciany, już nie wróci. A przecież to nie cudzoziemcy są problemem. Problemem jest nasz własny lęk, podsycany przez tych, którzy na tym lęku budują swoją pozycję.
Konserwatyzm. Wirus zacofania, który infekuje rozwój społeczny
Fakty kontra strach. Statystyki, które nie pasują do faszystowskiej narracji
Zawsze, gdy słyszę, że „obcy” są zagrożeniem, mam ochotę sięgnąć po liczby. Bo liczby nie kłamią. Statystyki jasno pokazują, że cudzoziemcy popełniają w Polsce mniej przestępstw niż rodowici Polacy. Ich udział w ogólnej przestępczości to nieco ponad 3%, podczas gdy stanowią już ponad 6% społeczeństwa. To nie są dane wyciągnięte z kapelusza. To twarde fakty, które powinny zamknąć usta wszystkim, którzy straszą „inwazją” przestępców zza granicy. Ale nie zamykają. Dlaczego? Bo strach jest wygodniejszy niż rzeczywistość.
Nie potrafię zrozumieć, jak można ignorować tak oczywiste dane. Przecież gdybyśmy naprawdę chcieli być bezpieczni, powinniśmy się bać raczej własnych „patriotów” z paragrafem niż afrykańskiego kierowcy Bolta, który haruje po 14 godzin dziennie, żeby opłacić czynsz. To właśnie ci, którzy najgłośniej krzyczą o zagrożeniu, często sami mają najwięcej na sumieniu. Ale o tym się nie mówi. Lepiej pokazać palcem na kogoś, kto mówi z innym akcentem, ma ciemniejszą skórę albo po prostu wygląda inaczej.
Zastanawiam się, czemu ultraprawicowcy tak łatwo dają się manipulować. Może dlatego, że politykom jest to na rękę. Przestraszony obywatel nie zadaje pytań. Przestraszony obywatel nie szuka faktów. Przestraszony obywatel głosuje tak, jak mu każą. A fakty? Fakty są niewygodne, bo nie pasują do narracji.
Gościnność na pokaz czy prawdziwa otwartość?
Często słyszę, że Polacy są gościnni. Że jak już kogoś zaprosimy do domu, to nakarmimy, napoimy, położymy spać. Ale czy ta gościnność nie jest przypadkiem na pokaz? Czy nie jest tak, że lubimy być mili tylko dla tych, którzy nie różnią się od nas zbyt bardzo? Gdy pojawia się ktoś, kto nie mówi po polsku, kto wygląda inaczej, nagle nasza otwartość znika. Zastępuje ją podejrzliwość, chłód, czasem wręcz wrogość.
To boli. Boli, bo pamiętam, jak sam czułem się chociażby żyjąc 9 lat na Śląsku. Ślązacy to również bardzo hermetyczna społeczność, która jest wrogo nastawiona np. do osób z Zagłębia czy innych rejonów Polski. Wiem, jak to boli, gdy dla danej grupy lokalnej jest się “intruzem”.
Jak bardzo doceniałem każdy gest życzliwości, każde uśmiechnięte „dzień dobry”. Teraz my sami odbieramy innym to, co dla nas było kiedyś tak ważne. Zamiast być mostem, stajemy się murem. Zamiast budować relacje, budujemy barykady.
Polska, której się wstydzę. Czy naprawdę chcemy być tacy?
Nie chcę, żeby Polska była krajem, którego trzeba się wstydzić i omijać z daleka. Nie chcę, żebyśmy byli znani z nietolerancji i zamknięcia. Marzy mi się kraj otwarty, ciekawy świata, gotowy przyjąć każdego, kto chce tu żyć i pracować. Wiem, że to możliwe. Wiem, że mamy w sobie tę siłę. Musimy tylko przestać słuchać tych, którzy chcą nas dzielić i zacząć słuchać siebie nawzajem.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.
Im niższe IQ, tym silniejsze poglądy prawicowe. Też zauważyliście taką zależność?