Czy Bill Gates naprawdę pomaga światu? “Problem z Billem Gatesem” – recenzja książki

Recenzja książki Problem z Billem Gatesem

“Problem z Billem Gatesem. Rozliczenie z mitem dobrego miliardera” Tima Schwaba to lektura, po której odkładasz książkę i myślisz o Gatesie i o tym, kto tak naprawdę rządzi światem: politycy czy paru panów z fundacjami, których nikt nigdy nie wybierał. Miałem przy niej momenty fascynacji, ale też sporo irytacji, bo to książka pisana z tak wyraźną tezą, że czasem czułem się bardziej jak na publicystycznym ringu niż w świecie chłodnej, śledczej narracji.

“Problem z Billem Gatesem”. Co to właściwie za książka?

Autor książki – Tim Schwab rozprawia się z wizerunkiem Billa Gatesa jako łagodnego filantropa, który po erze Microsoftu zamienił się w uśmiechniętego zbawcę ludzkości od szczepionek, edukacji i klimatu. Zamiast ciepłej opowieści o dobroci bogacza dostajemy solidny akt oskarżenia: autor pokazuje Gatesa jako człowieka od monopoli, który wchodzi w zdrowie, rolnictwo, media i edukację z tą samą mentalnością, z jaką kiedyś zgarniał rynek oprogramowania.

Nie licz na to, że to jest sucha biografia czy standardowy portret “wielkiego wizjonera”. Książka bardziej przypomina długi, konsekwentny materiał śledczy, który zbiera tropy z różnych dziedzin i układa je w jedną, bardzo niewygodną układankę o tym, jak prywatne miliardy stają się narzędziem kształtowania polityki publicznej bez jakiejkolwiek kontroli demokratycznej.

Bill Gates jako globalny operator wpływu

Najmocniej uderzyło mnie, jak szeroko rozlana jest władza Gatesa poza tym, co przeciętny użytkownik kojarzy z Windowsa czy pakietu Office. Schwab pokazuje jego palce w: globalnym zdrowiu, rolnictwie, mediach, edukacji, szczepionkach, badaniach naukowych, a nawet projektach dotyczących kobiet w krajach globalnego Południa. Wszędzie tam, gdzie miliardy z fundacji otwierają drzwi szybciej niż jakiekolwiek wybory czy debata społeczna.

Autor konsekwentnie podważa opowieść o “bezinteresownej dobroci”, sugerując, że model filantropii Gatesa przypomina bardziej rozszerzenie logiki korporacji niż bezwarunkową pomoc: są inwestycje, partnerstwa z Big Pharmą, wpływ na rynki i rozwiązania, które często wzmacniają istniejące nierówności zamiast je zmniejszać. Czytając, miałem moment, w którym złapałem się na tym, że zaczynam widzieć logo fundacji jak rozszerzoną wersję logo Microsoftu, tylko w bardziej pastelowych barwach.

Dla fanów teorii spiskowych… i dla sceptyków

Jeśli masz słabość do teorii spiskowych wokół Billa Gatesa, ta książka będzie dla ciebie jak dobrze przyprawiona uczta. Schwab nie pisze co prawda o czipach w szczepionkach ani o tajnych planach depopulacji, ale daje tyle liczb, powiązań, nazw instytucji i cytatów z dokumentów, że wyobraźnia konspiracyjnie nastawionego czytelnika dostaje pełne paliwo.

Ja sam mam z tym ambiwalentny stosunek. Z jednej strony doceniam, że ktoś wreszcie odczarowuje tę świętą ikonę “dobrego miliardera” i zadaje niewygodne pytania o to, dlaczego prywatne pieniądze mogą decydować o tym, jakie szczepionki trafiają do biedniejszych krajów czy jaki model rolnictwa forsuje się w Afryce. Z drugiej: intensywność oskarżeń jest momentami tak duża, że zaczynałem się zastanawiać, czy autor nie wpadł w pułapkę budowania swojej własnej, lustrzanej mitologii. Zamiast świętego Gatesa dostajemy Gatesa niczym złoczyńcę z komiksu, który pociąga za wszystkie sznurki naraz.

Co mnie zachwyciło

Najbardziej kupiła mnie konsekwencja w pokazywaniu, jak bardzo złudne jest przekonanie, że prywatna filantropia jest “poza polityką”. Schwab raz po raz udowadnia, że kiedy miliarder pakuje się w edukację, zdrowie czy rolnictwo, to nie jest żaden neutralny gest dobroci, tylko forma tworzenia polityki z pominięciem parlamentów, referendów i jakichkolwiek mechanizmów kontroli.

Doceniam też, jak autor rozbiera na części zjawisko finansowania mediów. Kiedy czytasz, że fundacja Gatesa wspiera rozmaite redakcje i projekty dziennikarskie, jednocześnie będąc obiektem zainteresowania tych samych mediów, w głowie zapala się jasne, czerwone światełko: jak tu uczciwie krytykować kogoś, od kogo zależy przetrwanie twojego projektu.

Co mnie męczyło?

Nie będę udawał, że po lekturze zostałem całkowicie przekonany do wizji autora. To książka, w której teza jest tak mocno zarysowana już na poziomie konstrukcji, że momentami miałem wrażenie, jakby każdy fakt był starannie dobierany, by potwierdzić z góry ustalony obraz Gatesa jako uosobienia wszystkiego, co złe w wielkiej filantropii.

Brakowało mi szerszego wysłuchania głosów, które nie wpisują się w linię oskarżenia, albo przynajmniej mocniejszego dopuszczenia niejednoznaczności: tak, ten projekt miał sens, tu coś realnie poprawiono, tam się udało, zamiast traktowania każdego efektu działalności fundacji z domyślną podejrzliwością. Miałem mieszane uczucia, bo z jednej strony uwielbiam, gdy ktoś odczarowuje medialne złote cielce, z drugiej nie lubię, kiedy śledztwo zaczyna przypominać manifest.

Czy to jest książka dla ciebie?

Jeśli widzisz w Gatesie uśmiechniętego wujka od szczepionek i komputerów, ta pozycja może mocno wybić cię z komfortu. Jeśli natomiast od lat patrzysz krzywo na miliarderów, którzy nagle odkrywają w sobie misję zbawiania ludzkości, będziesz tu jak w domu: dostaniesz argumenty, przykłady, nazwiska, a także solidną dawkę faktów, które dobrze działają w dyskusjach przy piwie.

Ja tę książkę traktuję jako potrzebny kontrapunkt do dominującej narracji, nawet jeśli chwilami jest zbyt jednostronna. Na rynku, na którym wielcy filantropi często są opisywani jak świeccy święci, przydaje się głos, który wchodzi do tego kościoła i gasi światło, żeby zobaczyć, co tak naprawdę kryje się w kątach.

Moja osobista rekomendacja

Czy poleciłbym ją znajomemu? Tak, ale z ostrzeżeniem, że to nie jest spokojna, wyważona analiza, tylko zaangażowana książka, która wyraźnie staje po jednej stronie i będzie próbowała przeciągnąć cię na swoją. Że momentami ociera się o przegrzanie emocjonalne, co dla jednych będzie plusem, a dla innych powodem do przewracania oczami.

Jeśli lubisz zanurzyć się w lekturze, która miesza fakty z ostrą publicystyką i chcesz przy okazji przyjrzeć się, jak naprawdę działa “dobra” filantropia miliarderów, sięgnij śmiało. A potem zrób coś najważniejszego: nie wierz ani w mit świętego Billa, ani w mit wszechmrocznego Billa na słowo. Sprawdzaj, pytaj, drąż, bo dopiero wtedy naprawdę widać, kto komu i za co wystawia rachunek.

Wydawca: Wydawnictwo Insignis.
Data premiery książki: 29.10.2025.



Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

87
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod: 30 dni Legimi, 45 dni BookBeat 💚