“Dziki” – jeden z najlepszych polskich filmów 2026 roku

Recenzja filmu Dziki

Zacznę od wyznania. Przez pierwsze czterdzieści minut siedziałem z telefonem obok fotela, gotowy sprawdzić, w którym wieku dzieje się ten film. Puste, dzikie góry, poganie ścigani przez chrześcijańskich barbarzyńców, milczący chłopak wychowany przez wilki. Wszystko krzyczało, że to wczesne średniowiecze. Gdzieś między rokiem 970 a 1100, czas, kiedy Słowianie płacili krwią za to, że modlili się do innych bogów niż najeźdźcy. A potem na ekranie pada nazwisko Jana III Sobieskiego i cała moja teoria się rozsypuje. Dobra robota, reżyserze Kawulski. Trafiłeś.

Kiedy właściwie dzieje się akcja filmu “Dziki”?

Karpaty, XVII wiek. Nie wczesne średniowiecze, tylko schyłek epoki królów elekcyjnych, czas Sobieskiego i wojen z Turcją. Reżyser celowo zaciera tę granicę. Góry w tym filmie są bezczasowe, brudne, pozbawione dat na murach. Rozumiem, skąd moja pomyłka. Kiedy na ekranie nie ma kalendarza, tylko topory, futra i błoto po kolana, mózg sam sięga po najbardziej pierwotny obraz przeszłości, jaki zna. Dopiero wątek papieskich insygniów i cesarskiego inkwizytora sprowadza widza z powrotem do właściwego stulecia.

Kim jest tytułowy Dziki?

Dziki to niemowa, sierota. Chłopak, który jako jedyny przeżył napad na swoją rodzinę i trafił pod opiekę wilków, zanim przygarnęli go ludzie gór. Tomasz Włosok gra go głównie ciałem, bo głosu nie ma prawa użyć ani razu. Muszę przyznać, ten zabieg działa. Zamiast krzyku dostajemy spojrzenie spod byka, zamiast monologu o zemście, drżące ręce zaciskające się na trzonku siekiery. Wilcze instynkty, które zostały w nim po latach w stadzie, nie objawiają się jako metafora. Objawiają się jako fizyczna, brutalna skuteczność w walce. Ten bohater nie namyśla się przed ciosem. Reaguje jak zwierzę zamknięte w ludzkim ciele, szybciej niż widz zdąży zrozumieć, co się właśnie stało na ekranie.

Kadr z filmu Dziki

Jak wygląda przemoc w tym filmie?

Szybko i brudno. Zapomnij o choreografii rodem z kina wschodniego, o efektownych seriach ciosów rozciągniętych na trzydzieści sekund slow motion. Tutaj śmierć przychodzi w ułamku sekundy. Topór w gardło, nóż pod żebro, strzała, która przeszywa zanim ofiara zdąży odwrócić głowę. Ta oszczędność zaskakuje w kinie, które ma ambicje widowiskowe. Kawulski jakby mówił: w tych górach nikt nie ma czasu na pokaz. Zabija się po to, żeby przeżyć, a nie po to, żeby zrobić wrażenie na kamerze.

Co daje temu filmowi kamera ARRI Alexa 65 mm?

Skalę, jakiej polskie kino jeszcze nie miało. To pierwsza rodzima produkcja kręcona tym sprzętem, znanym z “Diuny” i “Oppenheimera”. Widać to gołym okiem. Zbocza gór (kręcone w słoweńskich Alpach, nie w prawdziwych Karpatach, co akurat wcale filmowi nie szkodzi) mają w sobie ciężar i głębię, jakiej brakowało poprzednim polskim produkcjom historycznym. Bartek Cierlica za kamerą buduje obrazy, które chce się zatrzymać na pauzie. Przyroda przestaje być tłem i staje się drugim głównym bohaterem, tak samo dzikim i nieprzewidywalnym jak sam Dziki.

Przyznaję, przy tym filmie fabuła nie zawsze trzymała mnie za gardło. To, co naprawdę mnie przykuło do ekranu, to ujęcia gór z lotu ptaka. Kamera unosi się nad grzbietami, mgła kładzie się w dolinach, słońce przebija przez chmury nad szczytami i przez chwilę zapominam o fabule, o inkwizytorze, o insygniach. Patrzę tylko na te góry. Jest w tych ujęciach coś, co trudno opisać słowami, coś pięknego i trochę bolesnego zarazem, jakby kamera pokazywała krajobraz, który istniał tam na długo przed bohaterami i zostanie długo po nich. Kilka razy złapałem się na tym, że przestałem śledzić dialogi, bo wzrok uciekał w stronę drona szybującego nad przełęczą. Dla samych tych kadrów usiądź przed ekranem, nawet gdyby reszta filmu miała nie zagrać.

Dziki - polski film z 2026 roku

Gdzie film się potyka?

Tutaj muszę być z tobą szczery, bo obiecałem sobie żadnych ogólników. Kawulski zakochał się we własnym materiale i nie potrafił go przyciąć. Wątków jest za dużo, spowolnień jeszcze więcej, a niektóre sceny ciągną się o kilka minut dłużej, niż wymaga tego opowieść. Czuć w tym reżysera z sercem, ale bez dyscypliny montażysty, który powinien mu powiedzieć: tę scenę skracamy o połowę. Grzegorz Fabijański jako inkwizytor kradnie niejedną scenę, w której powinien grać ktoś inny. Angelika Włoch w debiucie robi więcej dobrego niż niejeden doświadczony aktor obok niej. Ale te mocne punkty toną w nadmiarze, który momentami zamienia epicki dramat w teledysk o legendach gór.

Oglądać czy odpuścić?

Obejrzeć. Nawet z tymi wszystkimi wadami. Bo ile razy polskie kino odważyło się nakręcić coś na taką skalę, z taką kamerą, z bohaterem, który przez cały film nie wypowiada ani słowa? Niewiele. “Dziki” nie jest dziełem idealnym. Jest za długi, za bardzo zakochany w swoich zwolnionych ujęciach, czasem gubi rytm, który sam sobie narzucił toporami i strzałami z pierwszych scen. Ale ma w sobie odwagę, ambicję i kilka obrazów, które warto zapamiętać. A moja własna pomyłka co do wieku, w którym dzieje się akcja? Traktuję ją jako komplement dla filmu. Nakręcono to tak sugestywnie, że przeszłość w nim przestaje mieć konkretną datę. Staje się po prostu dziką.


Spodobał Ci się wpis?
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wypowiedz się

Your email address will not be published. Required fields are marked *

131
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Napiwek = kod do Legimi i BookBeat dla Ciebie💚