
Siedziałem w ciemnym pokoju, z kubkiem herbaty w dłoni, gotowy na solidną dawkę postapokaliptycznej grozy inspirowanej Stalkerem. Jako zagorzały fan fantastyki post-apokaliptycznej, który pochłonął “Metro 2033”, polską produkcję “W nich cała nadzieja” i gry S.T.A.L.K.E.R., nastawiłem się na ten polski film post-apokaliptyczny Amadeusza Kocana. Niestety, ten bardzo niskobudżetowy film okropnie mnie znudził. 70 minut ciągnęło się jak anomalia czasowa w Zonie. Bez emocji, bez napięcia, bez tego dreszczu, który kocham w tym gatunku fantastyki bliskiej końca świata.
Debiut reżyserski w postapo. Nadzieje prysły szybko
Włączyłem “Ostatni Samotnik” z ciekawością, bo to pierwszy niezależny pełnometrażowy polski film post-apokaliptyczny, kręcony pięć lat w Lubuskiem i nawet w Prypeci. Amadeusz Kocan, który sam zajął się zdjęciami, montażem i reżyserią, obiecywał coś świeżego w świecie po Czarnobylu, gdzie katastrofa rozlała się dalej niż w rzeczywistości. Michał Szewczenko, młody stalker graniony przez Damiana Ziembińskiego, wchodzi do Strefy z osobistym powodem. Szuka czegoś bliskiego sercu, unikając rutyny ucieczki przed prawem czy polowania na artefakty. Myślałem, że to da kopa fabule, ale od pierwszych minut ekran wypełniła pustka, jakby Zona wyssała całą energię z projektu. Kabareciarze jak Grzegorz Halama czy Abelard Giza w rolach Sroki i Mataja mieli zaskoczyć, lecz ich żarty brzmiały obco w opustoszałych bunkrach i na lotniskach w Tomaszowie.
Patrzyłem, jak bohaterowie: Gari (Karol Kopiec), Pietrucha (Paweł Kaszkowiak), Wania (Wojciech Tremiszewski) czy Stawros (Dariusz Waluś), snują się po kompleksie MRU i parkach przemysłowych Zastal, niby walcząc z mutantami i anomaliami. Ale gdzie ten strach? Gdzie ból wypełniający serca, jak zapowiadano? Zamiast tego powtarzalne slow-motion, które co pół minuty irytowało, jakby ktoś zapomniał, że montaż służy dynamice, a nie nudzie. Jestem miłośnikiem fantastyki post-apokaliptycznej, więc oczekiwałem gęstej atmosfery, gdzie promieniowanie gryzie skórę, a mutanci czają się w cieniu. Tutaj wszystko wyglądało jak amatorski fanfilm. Wizualnie przyzwoicie na tak niski budżet, z efektami anomalii i wybuchami dopracowanymi, ale bez duszy. Sceny w Prypeci, dzięki ekipie z Napromieniowani, dawały chwilowy błysk autentyczności, lecz reszta tonęła w schematach: stalkerzy przygarniają nowicjusza, idą przez Zonę, mijają zagrożenia. Brakowało osobistego powodu Michała. Kim była ta poszukiwana osoba? Dlaczego Zona go wołała tak słabo? Film postapo powinien wciągać w psychikę bohatera, a tu zero dreszczy, tylko puste dialogi.
Po obejrzeniu filmu czułem ulgę, że to tylko 70 minut. Krócej niż standardowy odcinek serialu, a dłużyło się niemiłosiernie. Muzyka Alana Buckiego zdobyła nagrodę na Jump Cuts Film Festival, co dziwne, bo ścieżka dźwiękowa nie ratowała nudy, choć anomalie wizualnie lśniły. Kinematografia Kocana i Bartosza Wabny wyróżniona w UK, ale czy to wystarczy w polskim filmie post-apokaliptycznym? Dla mnie, pasjonata, to za mało. Bardzo niskobudżetowy film pokazał ambicje XBestCinema, dystrybucję DVD i VOD. Ja obejrzałem na Amazon Prime Video. Chciałem kibicować debiutowi, lecz wyszło jak z tanich zbiórek crowdfundingowych. Zapał bez warsztatu. Czytałem dyskusje na forum: jedni chwalą za fanowski klimat, inni narzekają na scenariuszową fuszerkę. Zgadzam się z drugimi. Postapo to nie sama sceneria, ale i emocje, których tu brakowało.
Strefa postapo w polskim wydaniu. Anomalie bez dreszczu
Zona w “Ostatnim Samotniku” miała być sercem filmu. Promieniowanie, mutanci, anomalie jak w Pikniku Strugackich. Kręcone w opuszczonych bazach pod Białą Podlaską i Prypeci, lokacje obiecywały autentyczność. Michał wchodzi do Strefy, spotyka stalkerów, szuka artefaktów i bliskiej osoby, mijając niewytłumaczalne pułapki. Brzmi jak mój wymarzony postapo? Ale gdy oglądałem, zegar tykał wolniej niż promieniowanie. Efekty anomalii robiły wrażenie, szczególnie wiry energii. Wybuchy dopracowane na mikroskopijny budżet, lecz powtarzalne. Mutanty warczały, lecz bez grozy. Ludzie, ci najgorsi w Zonie, pojawiali się bez napięcia.
Spacerowałem z bohaterami przez park Zastal i lotnisko w Tomaszowie, czekając na ten moment, gdy Zona złapie za gardło. Nic. Dialogi płaskie, jak “idziemy dalej” czy żarty Halamy, które nie pasowały do apokalipsy. Jestem miłośnikiem fantastyki post-apokaliptycznej, więc znam smak strachu w Shadow of Chernobyl. Tam każdy krok bolał. Tutaj stalkerzy snuli się bez celu, a Szeptucha Angeliki Przybyłek mruczała bez wyrazu. Osobisty powód Michała ginął w tle, nie budując empatii. Wizualnie zona lśniła zdjęciami lotniczymi Michała Paska, ale dynamika? Zero. Powolne tempo, slow-motion wszędzie. Monotonia zamiast immersji. Polski film post-apokaliptyczny zasługiwał na więcej niż kopię uniwersum bez jego esencji.
W końcu dotarłem do środka filmu, gdzie anomalie powinny eksplodować, a mutanty kąsać. Ot, ledwie strzelanina i ucieczka. Znudzenie rosło. Wyłączałem pauzę co chwilę, myśląc: “gdzie jest ten dreszczpostapo?”. Dystrybucja na Amazon to sukces dla bardzo niskobudżetowego filmu, ale dla widza jak ja, to rozczarowanie. Kabareciarze zadziwili aktorstwem, Halama jako Sroka miał charyzmę, Giza – timing, ale scenariusz ich zepsuł. Postapo to nie komedia. To samotność, ból, odkrycia. Tu zona pozostała płaska, bez głębi.
Obsada z kabaretu w Zonie. Zaskoczenie czy błąd?
Grzegorz Halama jako Sroka, Abelard Giza jako Mataj. Zaraz, zaraz… Komicy w postapo? Początkowo pomyślałem: genialny twist, dodadzą lekkości ciężkiej Zonie. Karol Kopiec jako Gari prowadził grupę, Wojciech Tremiszewski jako Wania dodawał twardości, Dariusz Waluś jako Stawros – mistycyzmu. Damian Ziembiński jako Michał Szewczenko, nowicjusz z misją, miał być sercem. Ale gdy ruszyli w drogę, żarty nie kleiły się z promieniowaniem. Dialogi brzmiały jak senny skecz, nie apokalipsa.
Cenię aktorów, którzy czują zonę. Tu Halama próbował, Giza błysnął, ale reszta statystowała. Bardzo niskobudżetowy film nie pozwolił na głębsze kreacje. Postacie jednowymiarowe, bez backstory poza “stalker szuka artefaktów”.
Koniec końców, obsada nie uratowała filmu. Nagrody za muzykę i zdjęcia tak, ale aktorstwo? Średnie. Polski film post-apokaliptyczny z kabaretem brzmiał nowatorsko, lecz bardzo nieautentycznie. Chciałem polubić ten film za luz, lecz scenariusz wszystko zepsuł. Postapo potrzebuje bohaterów z traumą, nie żartami.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.