
Dla wielu osób z mentalnością PRL samochód nadal pozostaje symbolem statusu życiowego. Dla mnie nie jest żadnym wyznacznikiem. Nie czuję, żebym miał coś udowadniać poprzez markę auta, rocznik, moc silnika czy miejsce parkingowe pod blokiem. Wręcz przeciwnie: własny samochód byłby w moim przypadku ograniczeniem wolności i przedmiotem, wokół którego trzeba organizować codzienność.
Niektórym wydaje się, że samochód daje wolność. Rozumiem to podejście, zwłaszcza gdy chodzi o przewiezienie pianina albo wyjazd do rejonu słabiej skomunikowanego. W mieście widzę to jednak inaczej. Auto zamyka człowieka w kabinie i odcina od tego, co dzieje się dookoła. Z perspektywy kierowcy miasto łatwo zamienia się w układ skrzyżowań ze światłami i miejsc parkingowych. Rower oraz spacer dają mi znacznie więcej: mogę zatrzymać się w dowolnej chwili, zmienić plan albo skręcić tam, gdzie samochodem nie da się wjechać.
Nie chcę też udawać, że samochody są dla mnie obojętne. Te spalinowe są głośne, produkują toksyczne spaliny i zwyczajnie śmierdzą. Nie marzę o mieszkaniu przy betonowym placu wypełnionym dziesiątkami aut. Zdecydowanie bliższy jest mi widok z okna na park i przestrzeń, w której można spokojnie oddychać, niż kolejne rzędy samochodów ustawionych pod blokiem.
Kopenhaga i Amsterdam pokazują, że można żyć inaczej
Kiedy myślę o Kopenhadze albo Amsterdamie, podoba mi się przede wszystkim to, że samochód nie wydaje się tam obowiązkowym elementem miejskiego życia. Można bez niego normalnie funkcjonować: dojechać do pracy, zrobić zakupy, spotkać się z kimś po drodze albo załatwić sprawę na mieście. Auto pozostaje opcją, a nie czymś, wokół czego trzeba układać cały dzień.
Taka perspektywa jest mi bliska. Miasto nie musi być wielkim parkingiem, przez który człowiek tylko przejeżdża od jednego skrzyżowania do drugiego. Wolę, gdy zostaje w nim miejsce na spokojny park i zwykłe życie poza samochodem. Kopenhaga i Amsterdam pokazują, że rezygnacja z własnego auta nie odbiera swobody. W wielu sytuacjach pozwala po prostu korzystać z miasta bliżej i po swojemu.
22 września Europejski Dzień Bez Samochodu. Ja świętuję 365 razy w roku
Rowerem często dojeżdżam szybciej
Na krótkich miejskich trasach rower bardzo często wygrywa z samochodem. Nie muszę stać w długiej kolumnie przed skrzyżowaniem. Wsiadam, jadę i po kilku lub kilkunastu minutach jestem na miejscu. W ciągu kwadransa mam w swoim mieście dostęp do wszystkiego, czego do życia potrzeba:
- centrum handlowe
- piekarnia
- warzywniak
- serwis
- obiekty sportowe
- kompleks medyczny
- urzędy
- las
- optyk
- apteka
- paczkomat
- punkty gastronomiczne
- i wiele innych.
Rower pozwala korzystać z tras rowerowych, spokojniejszych osiedlowych ulic oraz skrótów niedostępnych dla aut. W mieście liczy się płynne dotarcie na miejsce, a nie maksymalna prędkość na liczniku. Samochód może ruszyć dynamicznie, lecz później zatrzymuje się w korku albo czeka na zmianę świateł. Rower daje tempo wystarczające do codziennych spraw, bez całej otoczki związanej z jazdą autem.
Nie chcę spędzać życia w korkach zamknięty w aluminiowej obudowie
Korek to dla mnie jedna z najbardziej absurdalnych miejskich sytuacji. Ludzie siedzą pojedynczo w dużych pięcioosobowych samochodach i przesuwają się powoli do kolejnego skrzyżowania. Czas ucieka, a kierowca praktycznie nic z niego nie dostaje w zamian. No, może sobie radia posłucha 🙂
Rower pozwala ominąć sporą część tego problemu. Nie każda trasa jest idealna, bo infrastruktura rowerowa nadal potrafi wkurzać. Mimo to wolę pedałować i być w ruchu niż siedzieć w zamkniętej kabinie, słuchać silników dookoła i patrzeć przez szybę na następne czerwone światło.

Szukanie parkingu nie jest wygodą
Samochód wydaje się wygodny tylko do chwili, gdy trzeba go zostawić. Później zaczyna się krążenie po okolicy i wypatrywanie wolnego miejsca. Czasem trzeba także sprawdzić opłatę albo zastanowić się, czy auto nie przeszkadza innym. W centrum, przy sklepach czy urzędach parking potrafi być elementem całej wyprawy, a nie drobnym szczegółem na końcu trasy.
Rower rozwiązuje ten problem prościej. Przypinam go bezpiecznie przy stojaku lub w wyznaczonym miejscu i mogę od razu pójść dalej. Nie zajmuje ogromnej części ulicy ani nie potrzebuje kilkunastu metrów wolnej przestrzeni. Zwykłe wyjście z domu nie zmienia się przez to w zadanie logistyczne.
Utrzymanie samochodu kosztuje
Posiadanie samochodu to znacznie więcej niż jednorazowy zakup. Dochodzą wydatki na paliwa kopalne, ubezpieczenie oraz regularne serwisowanie. Trzeba też liczyć się z kosztami opon, przeglądów czy nagłych napraw. Nawet samochód stojący pod domem nadal wymaga pieniędzy.
Wolę przeznaczać środki na rzeczy, z których realnie korzystam. Mogą to być rowerowe wyjazdy, dobry sprzęt albo podróże. Czasem lepiej zostawić je po prostu jako finansowy zapas. Samochód używany głównie na krótkich miejskich trasach do przysłowiowego sklepu nie dawałby mi korzyści proporcjonalnych do swoich kosztów. Ani tym bardziej mentalnych.
Codzienny ruch jest dla mnie wartością
Rower nie jest dla mnie wyłącznie środkiem transportu. To naturalny sposób na wprowadzenie ruchu do zwykłego dnia. Nie trzeba osobno organizować treningu ani szukać motywacji po wielu godzinach pracy. Wystarczy wyjść z domu i ruszyć w drogę.
Spacer działa podobnie. Kilkanaście minut pieszo do sklepu lub na spotkanie pozwala przewietrzyć głowę. Samochód zachęca, by nawet bardzo krótką drogę pokonywać na czterech kołach. Ja wolę, gdy miasto ambitnie wymaga ode mnie odrobiny ruchu, a nie kolejnej godziny siedzenia.

Mogę wybierać własną trasę
Podczas jazdy rowerem łatwiej kierować się ciekawością, rozwijać zainteresowania. Mogę skręcić w spokojniejszą ulicę, przejechać obok zieleni lub zatrzymać się przy kawiarni. Nie muszę trzymać się tras dostosowanych do ruchu samochodowego ani martwić się, czy za chwilę znajdę miejsce do parkowania.
To jest dla mnie jeden z najważniejszych wymiarów wolności. Nie chodzi o możliwość rozpędzenia się na drodze, lecz o swobodę zmiany planu w każdej chwili. Rower i spacer zostawiają miejsce na przypadek oraz spontaniczność. Miasto przestaje być przeszkodą do szybkiego pokonania i staje się miejscem, w którym można naprawdę być. Żyć, chłonąć każdy kawałek miasta i z uważnością cieszyć się za każdym razem z innego elementu miasta widzianego bezpośrednio, a nie przez ponurą szybę samochodu.
Większość spraw nie wymaga kilkuset litrowego bagażnika
Na co dzień rzadko potrzebuję przewozić lodówkę albo cegły. Zakupy spożywcze, książka czy ciuchy mieszczą się w plecaku. Gdy robię większe zakupy, mogę rozłożyć je na kilka wyjść bądź wybrać dostawę. Albo po prostu wziąć jedną siatkę więcej i wygodnie się przejść lub podjechać autobusem – wysiadam i nie zawracam sobie głowy szukaniem miejsca do parkowania.
Samochód przydaje się przy konkretnych sporadycznych zadaniach, ale nie oznacza to, że trzeba go posiadać przez cały rok. Jednorazowy transport można zorganizować inaczej. Można zamówić kuriera, skorzystać z dostawy sklepowej albo zwyczajnie zamówić Ubera po powrocie np. z imprezy. Nie potrzebuję utrzymywać własnego samochodu po to, by raz na jakiś czas przewieźć coś większego.
@marcinkaminski_pl 🚗 Jaki jest sens życia w mieście i używać samochodu? Stanie w korkach jest przyjemniejsze, niż szybki spacer? Kupujecie takie szybkie samochody, które tak szybko stoją w długich korkach, że nawet pieszy szybciej dojdzie do celu. #samochod #miasto #spacer #korek #samochodoza
Komunikacja publiczna uzupełnia rower
Rower sprawdza się świetnie, lecz są dni, kiedy wolę skorzystać z autobusu albo pociągu. Gorsza pogoda, większa odległość czy późna pora nie oznaczają, że muszę kupować samochód. Właśnie po to istnieje komunikacja publiczna. Mam w tym komfort, że mieszkam w Metropolii GZM, która cieszy się jedną z najlepszych sieci komunikacyjnych w Polsce.
Możliwość wyboru środka transportu jest dla mnie rozsądniejsza niż przywiązanie do jednego rozwiązania. Czasem jadę rowerem, a czasem idę pieszo. W innych sytuacjach wybieram autobus albo pociąg. Mam jeszcze tramwaj. Taki sposób poruszania się daje elastyczność i pozwala dopasować drogę do konkretnego dnia.
A czym dojeżdżam do pracy? Nie dojeżdżam. Nie pracuję przy maszynach, ani na magazynie, ani też nie mam bezpośredniego kontaktu z klientem. Pracę mogę wykonywać w domu, dzięki czemu w moim życiu czas nie jest marnowany na bezproduktywne codzienne dojazdy. AI, które kwestią czasu będzie to, że wyprze mój zawód, również dojeżdżać nigdzie nie musi 🙂
Sporadyczny przejazd nadal kosztuje mniej
Są sytuacje, w których samochód może być wygodny. Dotyczy to przewiezienia cięższej rzeczy albo dalszej trasy z większym bagażem. Wtedy taksówka może mieć sens.
Różnica polega na tym, że korzystam z usługi samochodu wtedy, gdy rzeczywiście go potrzebuję. Nie ponoszę przez cały rok kosztów serwisu ani utrzymania pojazdu tylko po to, aby kilka razy skorzystać z jego możliwości. To wygoda na żądanie, a nie obowiązek posiadania rzeczy, która przez większość czasu stoi bezczynnie.

Nie chcę martwić się o naprawy
Samochód wymaga regularnego pilnowania. Trzeba pamiętać o przeglądzie i wymianach części. Warto też kontrolować stan akumulatora. Do tego dochodzą płyny eksploatacyjne oraz ubezpieczenie. Wystarczy niespodziewana awaria, aby plany na dany dzień się zmieniły, a konto wyraźnie się uszczupliło.
Oczywiście rower również wymaga dbania o stan techniczny. Różnica jest jednak duża: wiele podstawowych rzeczy jest prostszych i tańszych. Wolę zadbać o łańcuch lub opony rowerowe niż żyć w przekonaniu, że samochód może któregoś ranka odmówić współpracy.
Wolę mniej obowiązków
Wolność od samochodu oznacza dla mnie mniej rzeczy do pamiętania. Nie muszę kontrolować cen paliwa albo wolnych ładowarek ani planować wizyt w serwisie. Nie zastanawiam się też, czy po powrocie auto stoi dokładnie tam, gdzie je zostawiłem. To niewielkie sprawy, ale każda zabiera uwagę.
Cenię rozwiązania, które upraszczają codzienność. Rower stoi gotowy do jazdy. Spacer nie wymaga przygotowań. Komunikacja publiczna pozwala po prostu wsiąść i dojechać (a w trakcie jazdy można poczytać sobie książkę). Samochód byłby kolejnym przedmiotem do obsługi, a ja wolę, aby moje życie nie kręciło się wokół rzeczy wymagających ciągłej kontroli.
Pieszo i rowerem naprawdę widzę i czuję miasto
Z okien samochodu łatwo przeoczyć to, co dzieje się wokół. Kierowca skupia się na znakach, pieszych oraz innych autach. Tymczasem pieszo i na rowerze można znacznie lepiej poznać własną okolicę. Zobaczyć nowe lokale, zmiany na ulicach i ciekawe witryny. Przy okazji poznać jakichś ciekawych ludzi, którzy mają coś interesującego do powiedzenia. Można też zauważyć drzewa zmieniające się wraz z porami roku. To jest piękne, czego osoby pozamykane w samochodach niestety nie doświadczą.
Dla osoby, która pisze o pasjach na blogu, obserwowanie miasta ma szczególną wartość. Inspiracja rzadko pojawia się podczas stania w korku. Częściej przychodzi wtedy, gdy można przystanąć, zobaczyć coś z bliska lub odkryć miejsce, którego wcześniej się nie znało.
Auto nie określa mojego statusu
Nie potrzebuję samochodu, aby czuć się samodzielnie i żyć po swojemu. To byłby dla mnie oksymoron. Nadal można spotkać przekonanie, że posiadanie auta jest obowiązkowym etapem życia. Ktoś może tak myśleć i kupić samochód, jeśli odpowiada jego potrzebom. Ja nie chcę wchodzić w ten schemat tylko dlatego, że jest błędny.
Status życiowy nie wynika dla mnie z tego, co stoi pod blokiem. Ważniejsza jest swoboda i możliwość realizowania własnych planów. Samochód mógłby dobrze wyglądać na zdjęciu, lecz nie zmieniłby jakości mojego codziennego życia na lepszą. A w pewnych kwestiach nawet by pogorszył.

Samochód przez większość czasu stoi
Własne auto często przez długie godziny pozostaje na parkingu. Zajmuje przestrzeń, traci na wartości i nadal generuje koszty, choć nikt z niego nie korzysta. W miastach widać to bardzo wyraźnie. Coraz więcej powierzchni przeznacza się na postoje, a coraz mniej zostaje jej na drzewa oraz miejsca dla ludzi.
Nie mam potrzeby dokładać kolejnego samochodu do tego krajobrazu. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi osiedle, na którym można wyjrzeć przez okno i zobaczyć park albo zwykłą zieloną przestrzeń. Betonowy parking pełen samochodów nie jest dla mnie oznaką nowoczesności czy wygody. To raczej dowód na to, ile miejskiej przestrzeni oddajemy przedmiotom, które przez większość doby stoją nieruchomo.
Cisza i czystsze powietrze mają znaczenie. Kto ma zdanie przeciwne?
Samochody spalinowe są obecne w mieście niemal wszędzie. Słychać silniki, przyspieszanie oraz hamowanie. Ten hałas potrafi towarzyszyć mieszkańcom od rana do późnego wieczora. Do tego dochodzi smród spalin, szczególnie odczuwalny przy ruchliwych ulicach i skrzyżowaniach.
Pojedyncza osoba rezygnująca z auta nie zmieni całego miasta. Każda decyzja wpływa jednak na to, jak wygląda codzienność wokół nas. Im częściej można wybrać rower, spacer albo transport publiczny, tym mniej jest hałasu i spalin. Wtedy też estetyka miasta wiele zyskuje. Dla mnie to wystarczający powód, by nie traktować samochodu jako domyślnego środka poruszania się.
Wolność ma dla mnie dwa koła albo własne nogi
Największa różnica dotyczy właśnie rozumienia wolności. Dla części osób wolność oznacza kluczyki do samochodu i możliwość wyjechania o dowolnej porze. Dla mnie wolność zaczyna się tam, gdzie nie muszę utrzymywać drogiego i śmierdzącego przedmiotu, szukać dla niego miejsca ani podporządkowywać mu swoich planów.
Rower daje mi ruch i kontakt z miastem. Własne nogi tym bardziej. Pozwala też poczuć, że sama droga może być przyjemna. Spacer pozwala zwolnić i odpocząć od ekranów, ulic, hałasu, a przede wszystkim braku naturalnego ruchu. A kiedy nie mam ochoty spacerować – nic złego się nie dzieje. Komunikacja publiczna daje możliwość dalszego dojazdu bez przejmowania się prowadzeniem auta. To wystarczający zestaw, by swobodnie poruszać się po mieście i wybierać rozwiązania zgodne z własnym stylem życia.
Mój blog otrzymuje się dzięki wsparciu czytelników. Będę wdzięczny, jeśli postawisz mi wirtualną kawę💚
Pasjonat pozytywnego stylu życia. Prowadzę bloga od 2012 roku dzieląc się wiedzą i spostrzeżeniami. Ekspercko recenzuję rzeczy i miejsca warte uwagi, które zmieniają życie na lepsze. Poza blogowaniem napisałem kilka e-booków oraz publikacje w prasie drukowanej. Moje treści cytowane są przez duże media, w tym telewizję i portale.